Kadeci_-_kadra.jpg

- Żałuję, że w 2001 roku nie zostałem mistrzem świata. Może to uda się moim synom albo podopiecznym z reprezentacji kadetów – mówi 8-krotny z rzędu Mistrz Polski Seniorów Krzysztof Szot, wychowanek jedynego polskiego Mistrza Świata amatorów Henryka Średnickiego.

Krzysztof Szot pochodzi z miejscowości Postęp w gminie Koziegłowy (województwo śląskie), a pięściarstwa uczył się w LKS Myszków pod okiem Henryka Średnickiego. Jego wyuczony zawód to rzeźnik, stąd łączenie sportu z pracą w masarni.

- Życie nigdy mnie nie rozpieszczało, w wieku 16 lat nie miałem już rodziców. Najpierw zmarł ojciec, który w naszej miejscowości został uderzony butelką w głowę, przyjechał zakrwawiony do domu, położył się spać i już się nie obudził. Mama pracowała po 12 godzin dziennie u prywaciarza przy butach, ale i tak ledwo wiązaliśmy koniec z końcem. Dwa dni przed wigilią została śmiertelnie potrącona przez samochód. Nas, troje dzieci, wzięła do siebie kochana babcia i wychowała na dobrych ludzi. Dziś jestem szczęściarzem, mam dom, a w nim kochaną żonę i dzieciaki, wszyscy są zdrowi, a ja pracuję jako trener reprezentacji Polski kadetów – stwierdził.

Od 2000 do 2007 roku był nieprzerwanie mistrzem kraju seniorów, zdobywając pięć tytułów w kategorii piórkowej (57 kg) i trzy w lekkiej (60 kg).

- W tym czasie nie przegrałem z nikim z rodaków, a za rywali w finałowych walkach miałem dobrych zawodników, jak brązowi medaliści mistrzostw Europy Andrzej Liczik i Marcin Łęgowski. Wygrywałem z wieloma świetnymi rodakami, na czele z byłym wicemistrzem świata i kontynentu Robertem Cibą. Zwyciężałem także cztery razy w mocno obsadzonym turnieju im. Feliksa Stamma – przyznał Krzysztof Szot.

Nigdy nie powiodło mu się w mistrzowskich imprezach międzynarodowych, nie zakwalifikował się także na igrzyska, chociaż miał na koncie zwycięstwo m.in. nad dwukrotnym mistrzem olimpijskim (2004, 2008) Rosjaninem Alesiejem Tiszczenko podczas Memoriału Stamma.

- Żałuję, że w 2001 roku nie zostałem mistrzem świata, bo wtedy moja kariera na ringach olimpijskich inaczej by się potoczyła. A tak mówiło się, że jestem dobrym bokserem, więc może powiedzie się za rok, może za dwa… Wtedy w Belfaście wygrałem z mistrzem Europy juniorów Ukraińcem Jewgienijem Kibaliukiem i Grekiem Borisem Georgadisem, a o medal przegrałem z najsłabszym z przeciwników Szwedem Majidem Jelilim. Po każdym poprzednim pojedynku zbijałem po 3 kg do limitu 57 kg i w końcu organizm poczuł się chyba zbytnio eksploatowany. Mnie się nie udało, ale może wielkie sukcesy osiągną moim synowie albo podopieczni z reprezentacji kadetów – ocenił pięściarz, który ma na koncie 3 medale Mistrzostw Unii Europejskiej.

Od ponad roku prowadzi kadrę narodową, początkowo miał zawodników z roczników 2003 i 2004, a od tego sezonu zostali ci drudzy i urodzeni w 2005 roku. W opinii ekspertów, bardzo dobrze zapowiadającym się bokserem jest 16-letni Oliwier. Z kolei Oskar ma dopiero 13 lat.

- Obiektywnie patrząc, ja miałem takie umiejętności jak Oliwier kilka lat później. Już teraz nie miałbym szans z nim w walce sparingowej. Cieszy mnie, że jest uznawany za najlepszego obecnie polskiego kadeta bez podziału na kategorie wagowe. Szkoda byłoby, gdyby w tym roku z powodu koronawirusa nie odbyły się mistrzostwa Europt w jego grupie wiekowej. A co do oceny Oskara, na razie się wstrzymam, jest młodszy o trzy lata od Oliwiera, czasem ciężko go zaciągnąć na trening, a jak już przyjdzie to daje z siebie wszystko i też widać, że ma talent. Poza tym, co istotne, oni mają lepsze warunki, jak mówiłem ja jako dzieciak straciłem rodziców i brakowało perspektyw na dorosłe życie – podkreślił.

W reprezentacji Biało-Czerwonych z Krzysztofem Szotem współpracuje m.in. Ludwik Buczyński, który był jego szkoleniowcem w seniorskiej kadrze narodowej na początku tego stulecia.

- Chciałbym wraz z całym Polskim Związkiem Bokserskim dźwignąć nasz ukochany sport. Marzy mi się złoty medal na olimpiadzie któregoś z chłopaków mających dziś po 15-17 lat. Naszemu pięściarstwu potrzebne jest taki idol, jakim był i jest Adam Małysz w skokach narciarskich – podsumował trener.

Chudecki.jpg

- Mateusz Masternak ma największe szanse w olimpijskich kwalifikacjach, ponieważ jest silny, zdrowy i posiada największe doświadczenie, ale trzymam kciuki za wszystkich – mówi Michał Chudecki 4-krotny Mistrz Polski Seniorów, jako zawodowiec sparował m.in. z Floydem Mayweatherem Jr.

Pochodzący z Wielkopolski Michał Chudecki, wychowanek Warty Śrem, a potem bokser Olimpii Poznań i PKB Poznań, tytuły seniorskie zdobywał w 2008, 2009, 2010 i 2011 roku (w wadze piórkowej i lekkiej). Za każdym razem był dodatkowo wyróżniany nagrodą – 2 razy dla najlepszego zawodnika oraz 2-krotnie dla najlepiej wyszkolonego technicznie pięściarza. Z Mateuszem Masternakiem razem boksowali w 2006 roku w Poznaniu i obaj zdobyli wtedy tytuły wicemistrzowskie.

- Mateusz Masternak jest ode mnie rok młodszy. Czy ja spróbowałbym sił ponownie w boksie olimpijskim? Z jednej strony fajna sprawa, a z drugiej miałem już swoją szansę, której  sumie nie wykorzystałem. Więc nie będę zajmował miejsca młodszym, poza tym nie było żadnych takich rozmów – powiedział Michał Chudecki, który na ringach olimpijskich mógłby rywalizować w kategorii 63kg lub 69kg.

Dwa miesiące temu reprezentanci Biało-Czerwonych uczestniczyli w europejskim turnieju kwalifikacyjnym do Igrzysk Olimpijskich. Z powodu rozprzestrzeniającego się koronawirusa zawody w Wielkiej Brytanii zostały przerwane po 3 dniach i na razie nie wiadomo, kiedy zostaną dokończone. Igrzyska w Tokio zostały przesunięte na 2021 rok.

- Obserwuję poczynania chłopaków, widzę co się dzieje w obecnej kadrze narodowej. Każdy z reprezentantów ma jakąś szansę na wywalczenie kwalifikacji, ale uważam, że Mateusz Masternak (RUSHH Kielce) ma największą. Posiada największe doświadczenie, jest silny i ma zdrowie. Trzymam kciuki za wszystkich i kibicuję im, chciałbym aby kilku Polaków pojechało do Japonii na Igrzyska – przyznał Michał Chudecki.

Poznański bokser uczestniczył w Mistrzostwach Świata i Europy, zdobywał brązowe medale Mistrzostw Unii Europejskiej. Potem jak inni zawodnicy jego pokolenia nie zdobył awansu na Olimpiadę. Jak widzi szanse byłego Mistrza Europy zawodowców Mateusza Masternaka w walkach 3-rundowych?

- Boks olimpijski jest szybszy, porównując do boksu zawodowego, ale myślę, że da radę, zresztą póki co nieźle mu idzie. A jeśli o mnie chodzi, to kwestia odpowiedniego przygotowania, kilka sparingów z chłopakami z boksu olimpijskiego, abym mógł się znowu wdrożyć. Sądzę, że nie byłoby problemu – zaznaczył doświadczony bokser, który toczył pojedynki m.in. w Stanach Zjednoczonych i trenował tam np. z takimi bokserami jak wspomniany Floyd Mayweather Jr. oraz Zab Judah, Danny Garcia, Rances Barthelemy, Jorge Linares, Yuriorkis Gamboa i wielu innych.

Parada.jpg

W kategorii kadetek Daria Parada (75 kg) zdobyła najpierw brązowy, a potem złoty medal Mistrzostw Europy. W pierwszym sezonie w juniorkach była blisko podium ME. Tegoroczny sezon został przerwany z powodu pandemii koronawirusa, ale reprezentantka Polski ma nadzieję na sukcesy w Mistrzostwach Świata i Europy w drugiej połowie 2020 roku.

- Postawiłam sobie za cel osiągnięcie sukcesów w obydwu międzynarodowych imprezach mistrzowskich i mam nadzieję – jeśli ustabilizuje się sytuacja z koronawirusem – turnieje się odbędą, a ja powalczę o medale – mówi zawodniczka BKS Skorpion Szczecin.

W pierwszym sezonie w kadetkach, w 2017 roku, wystartowała w ME w Sofii w wadze 80 kg. W walce o finał przegrała z Turczynką Seną Erdogan. Rok później w rosyjskiej Anapie w półfinale kat. 75 kg pokonała inną pięściarkę z Turcji Duygu Ozturk, a w pojedynku o złoto wygrał z Rosjanką Margaritą Zuyevą.

W 2019 roku Daria Parada wystąpiła w 5 międzynarodowych turniejach - 3 z nich wygrała, a ponadto zajmowała 2 i 3 miejsce. – W ćwierćfinale ME Juniorek uległam w Sofii w ocenie sędziów Francuzce Tallyi Brillaux. Do tej pory uważam, że ten werdykt był niesłuszny. Byłam wtedy w dobrej formie i mogłam zostać mistrzynią kontynentu – powiedziała szczecinianka. Jej przeciwniczka z Francji do srebra MŚJ i brązu MEJ dołożyła wtedy kolejny brązowy krążek.

- Czasami jeszcze wracam wspomnieniami do startów w drugim roku kadetek i do zwycięskich Mistrzostw Europy, aczkolwiek staram się skupić bardziej na celach, które mam przed sobą. Pierwszy rok w wieku juniorki był dosyć ciężki, z kadrą narodową nie miałyśmy dużo odpoczynku, ponieważ Mistrzostwa Europy odbywały się we wrześniu i byłyśmy cały czas w treningach i bardzo dużo wyjeżdżałyśmy w okresie czerwiec-wrzesień. Tamten rok dał mi też dużo doświadczenia – przyznała uczennica 2 klasy Centrum Mistrzostwa Sportowego w Szczecinie.

W okresie pandemii koronawirusa Daria Parada trenowała najpierw indywidualnie, a obecnie w małych grupach w BKS Skorpion.

- Początkowo nie miałam dostępu do żadnego sprzętu, oprócz gum oporowych, które zamówiłam specjalnie w trakcie trwania pandemii. Byłam w stałym kontakcie z trenerami klubowymi oraz trenerem kadry i trenerem przygotowania motorycznego. Ćwiczyłam z masą własnego ciała, biegałam i wykonywałam treningi z gumami. W zeszłym tygodniu rozpoczęliśmy treningi w małych grupach i pracujemy na boisku szkolnym albo w parku – przyznała.

1rekawice.jpg

- Chylę czoła przed Mateuszem Masternakiem za wyniki wśród zawodowców i wierzę w jego sukcesy na olimpijskich ringach. Zaciekawił mnie także młody Damian Durkacz – mówi Mirosław Nowosada, jeden z najlepszych polskich bokserów pierwszej dekady tego wieku.

Pięściarz z Białegostoku już dawno zakończył karierę, ale cały czas interesuje się boksem olimpijskim i śledzi poczynania kadry narodowej.

- Chylę czoła przed Mateuszem Masternakiem za wyniki wśród zawodowców i wierzę w jego sukcesy na olimpijskich ringach. Raz z nim sparowałem, jest ode mnie dziewięć lat młodszy, dlatego to była krótka potyczka na moją korzyść. Później wspaniale się rozwinął, a jak będzie w kwalifikacjach olimpijskich? Ma dużą muskulaturę, wolno się rozkręca, więc dodatkowy rok do igrzysk może być z korzyścią dla niego w walkach trzy razy trzy minuty. Ja też uwielbiałem strategiczne rozgrywanie walk, a miałem jeszcze gorzej, gdyż rundy były dwuminutowe. W takim czasie trzeba się prać z rywalem, nie ma czasu na odrabianie strat itd. - powiedział Mirosław Nowosada, który był 7 razy Mistrzem Polski Seniorów.

Były reprezentant Biało-Czerwonych bardzo pochlebnie wypowiadał się nie tylko o walczącym w RUSHH Kielce Mateuszu Masternaku, ale także o Damianie Durkaczu z Concordii Knurów.

- Zaciekawił mnie także młody Damian Durkacz, którego widziałem na turnieju Stamma. Bardzo ładnie walczył i sądzę, że ma duże szanse na Tokio. Jeszcze zdobędzie doświadczenia, poza tym co istotne kwalifikacje organizuje Międzynarodowy Komitet Olimpijski, co może mieć wpływ na sprawiedliwsze sędziowanie. Na pewno będę trzymał kciuki za wszystkich chłopaków, bo medal olimpijski przydałby się boksowi – przyznał Mirosław Nowosada, który 4 razy z rzędu, w latach 1999-2002, wygrywał turniej im. Feliksa Stamma.

Na krajowych i międzynarodowych ringach białostoczanin toczył zacięte boje z medalistami olimpijskimi oraz Mistrzostw Świata i Europy. - Tych nazwisk wielkich pięściarzy było mnóstwo, m.in. złoty medalista igrzysk w Atenach i najlepszy technik greckich zawodów Bachtiar Artajew, wicemistrz olimpijski z Sydney i były mistrz świata Marian Simion oraz Adnan Catic znany pod nazwiskiem Felix Sturm. Z nimi przegrywałem, ale wygrałem np. Jackiem Badou, Sebastianem Żbikiem – oni byli mistrzami świata wśród profesjonalistów. Pokonałem także Jeana Pascala, który obecnie jest zawodowym czempionem.

Mirosławowi Nowosadzie nigdy jednak nie udało się stanąć na podium MŚ czy ME, nie pojechał również na igrzyska olimpijskie, chociaż walczył o wyjazd do Sydney, Aten i Pekinu.

- Chyba miałem pecha, jeśli chodzi o największe imprezy. Zaczęło się od MŚ juniorów na Kubie, gdzie po bardzo długiej podróży dolecieliśmy w środku nocy, rano było ważenie, a w godzinach popołudniowych walka. Wygrałem ten pojedynek, ale odpadłem w następnej rundzie. W seniorach też nie osiągnąłem wielkich sukcesów, a jeśli chodzi o kwalifikacje olimpijskie nigdy nie byłem w dobrej formie. Przed Sydney walczyłem o miejsce w kadrze z Robertem Gortatem, ale żaden z nas nie zdobył kwalifikacji (startował w Sewastopolu i Tampere). Przed Atenami trener Ludwik Buczyński proponował mi wybór 69 kg lub 75 kg, ale wtedy popełniłem błąd i zdecydowałem się na niższą kategorię (wystąpił w Płowdiw i Baku) – przyznał.

Po raz ostatni walczył o IO w Pekinie. W zawodach kwalifikacyjnych w Atenach odpadł w pierwszej rundzie. - Trzy tygodnie wcześniej dotarłem do finału turnieju Stamma, w którym przegrałem ze świetnym Rosjaninem Matwiejem Korobowem. Po zawodach w Warszawie musiałem poddać się laserowemu zabiegowi oka, potem miałem przerwę w treningach i niestety znów się nie udało pojechać na igrzyska. Widocznie nie było mi to pisane.

Shadowboxing1.jpg

 

Z powodu pandemii koronawirusa nie odbywają się turnieje bokserskie, ale prezydent Holenderskiej Federacji Bokserskiej Boris Van der Vorst rekomenduje specjalną rywalizację „European Shadowboxing Challenge” za pośrednictwem mediów społecznościowych.

Projekt został zaprezentowany na stronie internetowej EUBC. Mistrzostwa Shadowboxing mogą być nowym rodzajem aktywności dla pięściarzy. Wymagana jest tylko jedna osoba, która będzie wykonywała różne ćwiczenia - walkę z cieniem.

Wszyscy zawodnicy mogą nagrywać filmiki wideo trwające po 15-30 sekund. Następnie trzeba je zamieścić w portalach społecznościowych – Instagram, Facebook, ale muszą być oznaczane hasztagami: #EUBC #AIBA #NF #ShadowBoxingChallenge #ShadowBoxing #PunchChallenge #EUBCevent #EUBCchallenge.

EUC (Europejska Konfederacja Boksu) i profesjonalne jury wybiorą zwycięzców w 3 różnych kategoriach: elita, młodzież i weterani. Na najlepszych czekają nagrody.

przed_walk.jpg

- Damian Durkacz to chłopak z wyjątkową smykałką do boksu oraz z szansami nie tylko na olimpijską kwalifikację, ale i medal igrzysk w Tokio. Cenię też np. obu Mateuszów: Polskiego i Masternaka – mówi Krzysztof Wróblewski, medalista Mistrzostw świata i Europy z 1989 roku.

Damian Durkacz (63 kg) jest pięściarzem Concordii Knurów, a jego trenerem klubowym Ireneusz Przywara. W 1996 roku w barwach tego klubu Wróblewski sięgnął po drużynowe mistrzostwo Polski. Szkoleniowcami byli pierwszy polski medalista MŚ Zbigniew Kicka (brąz w Hawanie w 1974 roku) i Ireneusz Przywara.

- O tytule decydował ostatni mecz, który przy nadkomplecie publiczności wygraliśmy z Walką Zabrze. W dawnym składzie Concordii byli m.in. Leszek Olszewski, Dariusz Czernij, Józef Gilewski, Rostisław Zauliczny, a później dołączył do nas np. Tomasz Adamek, świetny zawodowiec, mistrz świata. Mijają lata, a w klubie z Knurowa wciąż nie brakuje talentów. Durkacz to chłopak z wyjątkową smykałką do boksu oraz z szansami nie tylko na olimpijską kwalifikację, ale i medal igrzysk w Tokio w 2021 roku – uważa Krzysztof Wróblewski, który jeszcze większe sukcesy drużynowe odniósł z Igloopolem Dębica - dwa razy był mistrzem i dwukrotnie też wicemistrzem kraju.

- W tamtych latach połowę składu kadry na MŚ czy ME stanowili pięściarze Igloopolu - przyznał. Pochodzący ze Świdnika na Lubelszczyźnie Krzysztof Wróblewski (51 kg) błysnął w 1989 roku. Najpierw został brązowym medalistą ME w Atenach, a następnie stanął na najniższym stopniu MŚ w Moskwie.

- Z pewnością bliżej finału byłem w Grecji, gdzie w półfinale rywalizowałem z aktualnym wicemistrzem kontynentu Janosem Varadim. Węgier był sześć lat starszy ode mnie, miał w dorobku brąz olimpijski z Moskwy. Gdyby nasza potyczka potrwała jeszcze z minutę lub dwie, to wygrałbym. Varadi był liczony przez sędziego, a uratował go gong – opowiadał.

Co ciekawe, nigdy nie został Mistrzem Polski Seniorów. - Zacznę od tego, że kiedyś o miejsce w kadrze narodowej w poszczególnych kategoriach biło się po kilku pięściarzy. Dziś mi strasznie szkoda, że Durkacz i Mateusz Polski są w tej samej wadze – do 63 kg, a żeby obaj mogli pojechać na kwalifikacje olimpijskie Polski musiał przejść do kat. 69 kg. Niestety, ale ma słabe warunki fizyczne na tę kategorię – przyznał bokser, który sięgnął po cztery srebrne medale IMP.

Krzysztof Wróblewski był wicemistrzem kraju w wadze muszej w latach 1988-1991, a brąz wywalczył w 1987 i 1992 roku. - Trzy finały przegrałem po 2:3, ale takie było sędziowanie... Mam kasetę z finałów turnieju w 1990 roku, gdzie komentatorzy mówili, że gdyby walki odbywały się poza Jastrzębiem, to wygrałby Wróblewski, a nie miejscowy bokser Juliusz Sobczak. Ale kiedy przyjeżdżaliśmy na zgrupowania kadry, to trener Jerzy Rybicki, mistrz olimpijski, ze swoimi asystentami twierdził, że w krajowej rywalizacji najlepszy jest Krzysztof Wróblewski. Wygrywałem sparingi i to ja jeździłem na wspomniane mistrzostwa globu i kontynentu w 1989 roku.

Krzysztof Wróblewski miał wtedy 22 lata. Później skoncentrował się na występach w lidze, a w reprezentacji boksowali inni zawodnicy. - Skończyłem studia, pracowałem jako nauczyciel wychowania fizycznego, a walczyłem jeszcze np. w Gwarku Łęczna. Byłem też trenerem w Paco Lublin. Od lat związany jestem zaś z Dębicą, tutaj boksowałem w Igloopolu, tutaj w okolicach wybudowałem dom. Osiem-dziewięć lat temu zdecydowałem się ze względu na lepsze zarobki na pracę w Norwegii, pracuję w stoczni, gdzie budujemy platformy wiertnicze. Co jakiś czas wracam do rodziny i znów jeżdżę do Skandynawii – opowiedział.

Mimo że z boksem ma już niewiele wspólnego, stara się na bieżąco śledzić występy kadry Polski. - O Durkaczu i Polskim mówiłem, a wspomnę jeszcze o byłym mistrzu Europy zawodowców Mateuszu Masternaku (91 kg), który wrócił do boksu olimpijskiego. W pięściarstwie profesjonalnym rozkręcał się z rundy na rundę, ale miał ich 10 czy 12. Tu musi boksować tak jakby to była dziewiąta runda, musi pójść na całość od pierwszego gongu. Takie dziewięć minut w ostrym tempie wytrzyma i może wygrywać.  A co do boksu amatorskiego, żal że odchodzą koledzy w młodym jeszcze wieku. W tamtym roku wracając z wakacji zajechałem ze swoją rodziną na cmentarz w Słupsku, gdzie spoczywają Jan Dydak i Jan Wałejko. Obaj żyli po 50 lat.

Marcinkowska.jpg

- W okresie pandemii koronawirusa najtrudniejszy jest brak możliwości sprawdzenia się z innymi zawodniczkami. Chcę już walczyć z juniorkami – mówi Barbara Marcinkowska (75kg), srebrna medalistka ubiegłorocznych Mistrzostw Europy Kadetek.

Utalentowana pięściarka występuje w klubie Pomorzanin Toruń, tym samym co Wicemistrzyni Europy Seniorek Aneta Rygielska. Ich trenerem klubowym jest Kamil Gorząd.

- Aneta jest dla mnie wzorem do naśladowania, podziwiam ją za to, ile serca i wysiłku wkłada w każdy trening i zmierza wytrwale do swojego celu. Na treningach nie widywałyśmy się zazwyczaj zbyt często, bowiem ona dużo czasu spędza na obozach lub zawodach. Jednak zawsze, gdy się z nią widzę w klubie, mogę zapytać o wszystko, a Aneta z chęcią dzieli się swoimi doświadczeniami i wiedzą. Jest też ciekawa naszych postępów i mocno trzyma za nas kciuki – powiedziała Barbara Marcinkowska.

Torunianka marzy o tym, aby pójść w ślady starszej koleżanki klubowej. Na razie jest na początku tej drogi, zresztą trudnej drogi ze względu na wszystkie obostrzenia dotyczące treningów w czasie koronawirusa.

- Jeśli chodzi o treningi podczas kwarantanny, mam dostęp do salki w domu, więc trenuję codziennie zgodnie z planem trenera kadry Tomasza Dylaka, jak i trenera klubowego Kamila Gorząda. Od poniedziałku zaczynam już pracę z trenerem na świeżym powietrzu – przyznała.

Srebrna medalistka ME podkreśliła, że wszyscy szkoleniowcy dbają o jej rozwój sportowy, podsyłają zestawy ćwiczeń do wykonywania w miejscu zamieszkania.

- Wierzą we mnie i bardzo wspierają, co daje mi dużą motywację do indywidualnej pracy. Na pewno najtrudniejszy jest brak możliwości sprawdzenia się z innymi zawodniczkami. Chcę już walczyć z juniorkami, a z powodu obecnej sytuacji związanej z koronawirusem nie stoczyłam ani jednego pojedynku w nowej kategorii wiekowej. Zależy mi bardzo na zbieraniu jak największego doświadczenia w boksie olimpijskim juniorek – mówi zawodniczka Pomorzanina.

Podczas ME Kadetek 2019 w Rumunii doszła aż do finału, w którym przegrała z Rosjanką Vorontsovą.

- Bardzo dobrze wspominam turniej w Galati, była to największa impreza sportowa, w której miałam szansę uczestniczyć. Przed pierwszą walkę trochę się stresowałam, jednak do każdej kolejnej podchodziłam już z większym luzem i doświadczeniem. Strasznie się cieszyłam z awansu do finału. W pojedynku o złoto pokazałam się z dobrej strony, dałam z siebie 100 procent, niestety nie udało się wywalczyć tytułu. Uczymy się na błędach, dlatego każdą porażkę zamieniam na coraz większą chęć bycia lepszą – powiedziała Barbara Marcinkowska, która zdobyła też Puchar Skorpiona w Szczecinie.

Koszewska_-_miniaturka.jpg

Wygrana z Nadine Apetz to dla mnie przepustka do Tokio. Przygotowania do tej walki traktuję bardzo poważnie – mówi Karolina Koszewska (69kg), Mistrzyni Igrzysk Europejskich w Mińsku, która czeka na pojedynek z Niemką w kwalifikacjach olimpijskich.

1,5 miesiąca temu w Londynie rozpoczęły się europejskie kwalifikacje do Igrzysk w Japonii. Ale z powodu rozprzestrzeniającego się koronawirusa zostały przerwane po 3 dniach. Miało to miejsce w przeddzień m.in. walki o „bilet” na olimpiadę pomiędzy Karoliną Koszewską i Nadine Apetz.

- Z jednej strony czułam, że turniej w Londynie w końcu zostanie wstrzymany, ponieważ widziałam co dzieje się w innych krajach i że wszystkie imprezy odwołują. Z drugiej strony myślałam, że może uda się go przeprowadzić, ponieważ odbyły się kwalifikacje w Azji – powiedziała 38-letnia Karolina Koszewska (Żoliborska Szkoła Boksu).

W niemieckich mediach opublikowany został wywiad z 34-letnią Nadine Apetz. – Gdyby zawody potrwały jeden dzień dłużej mogłam mieć olimpijską kwalifikacją. Płakałam, bo byłam bardzo rozczarowana. Byłam tak blisko osiągnięcia swojego celu, a tymczasem wszystko się skończyło.

Niemka, która pisze doktorat z neuronauki, już wcześniej miała zakończyć sportową karierę, ale zgodziła się jeszcze powalczyć o IO w Tokio. Łączyła treningi z badaniami dot. stymulacji mózgu w chorobie Parkinsona.

- Prawdopodobnie w ogóle nie powinni zaczynać tego turnieju, skoro było zagrożenia zdrowia – dodała Niemka, brązowa medalistka Mistrzostw Świata 2018.

Karolina Koszewska trenuje obecnie w Warszawie, choć nie wiadomo, kiedy kwalifikacje mogą zostać wznowione. Igrzyska w Tokio przełożono na 2021 rok.

- Wygrana z Nadine Apetz to dla mnie przepustka do Tokio. Przygotowania do tej walki traktuję bardzo poważnie. Na pewno będę w bardzo dobrej formie i fizycznie, i taktycznie. Nie mogę się już doczekać - powiedziała reprezentantka Polski.

Oprócz Karoliny Koszewskiej, zwycięstwa na ringu w Londynie zanotowały Sandra Drabik 51kg, Sandra Kruk 57kg, Aneta Rygielska 60kg oraz Damian Durkacz 63kg i Mateusz Masternak 91kg. Ani jednej walki nie stoczyli Elżbieta Wójcik 75kg oraz Adam Kulik +91kg.

Korzystając z naszej strony, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies . Zaktualizowaliśmy naszą politykę przetwarzania danych osobowych (RODO). Więcej o samym RODO dowiesz się tutaj.