Kosedowski.jpg

Krzysztof Kosedowski - jestem fanem talentu Masternaka, kibicuję też Durkaczowi i Polskiemu

- Jest fanem talentu Mateusza Masternaka, ale kibicuję też pozostałym naszym bokserom, jak Damian Durkacz, Mateusz Polski i inni – mówi Krzysztof Kosedowski, brązowy medalista olimpijski z Moskwy oraz były wicemistrz Europy.

Europejskie kwalifikacje do igrzysk w Tokio rozpoczęły się dopiero w marcu, ale turniej w Londynie potrwał tylko trzy dni, a powodem był rozprzestrzeniający się koronawirus. Z grupy polskich pięściarzy zwycięstwa odnieśli Damian Durkacz (63 kg, walkowerem) i Mateusz Masternak (91 kg), a pierwszej walki nie stoczył tylko Adam Kulik (+91 kg).

- Pamiętam doskonale Mateusza Masternaka z czasów, kiedy przyjeżdżał z Wrocławia do Warszawy na treningi z Andrzejem Gmitrukiem. Jestem fanem tego pięściarza. Bardzo chciałbym, aby i on, i pozostali nasi reprezentanci dostali się na igrzyska. Wiem, że każdemu to się nie uda, ale może chociaż jeden-dwóch. Kibicuję także Damianowi Durkaczowi, Mateuszowi Polskiemu i innym – przyznał czterokrotny indywidualny mistrz Polski.

Z powodu koronawirusa igrzyska w Tokio zostały przesunięte i rozpoczną się 23 lipca 2021 roku. - Wirusolodzy z różnych krajów wypowiadają się, że być może i ten termin nie będzie realny ze względu na ogólnoświatową sytuację. Rywalizacja olimpijska dopiero w 2022 roku to bardzo zła data zwłaszcza dla Masternaka, który miałby wtedy 34 lata. Dla niego każdy tydzień, każdy miesiąc nie jest na plus, a co dopiero długie dwa lata. Ale mimo wszystko wierzę, że sobie poradzi w japońskiej stolicy – stwierdził Krzysztof Kosedowski, który na igrzyskach w Moskwie pokonał trzech rywali, a do półfinału z Kubańczykiem Adolfo Hortą nie został dopuszczony przez komisję lekarską.

Były zawodnik Wisły Tczew, Stoczniowca Gdańsk i Legii Warszawa przyznał, że ma ogromny szacunek dla Masternaka (91 kg), byłego zawodowego mistrza Europy, który w wieku 32 lat zdecydował się wrócić do boksu olimpijskiego. - W jego boksie jest mnóstwo mądrości, przewidywania, wyrachowania, bezwzględności i życiowego doświadczenia. On wie, co ma robić w ringu. Inna sprawa, że się boję o kolejne przełożenie igrzysk. To byłoby z wielką stratą dla Masternaka.

Krzysztof Kosedowski zwrócił uwagę także na uznawanego za duży talent 21-letniego Durkacza oraz utytułowanego 27-letniego Polskiego, brązowego medalistę Igrzysk Europejskich 2015 i mistrzostw Europy 2017. Do niedawna jeszcze rywalizowali o miejsce w kadrze w wadze 64 kg, ale po zmianie limitów Durkacz występuje w kategorii 63 kg, a Polski w 69 kg. W jednej wadze na igrzyska może pojechać tylko jeden bokser z danego kraju.

- Niestety, biednemu zawsze wiatr w oczy. Wielka szkoda, że mając tak niewielką grupę pięściarzy gotowych na międzynarodowe walki, musimy decydować się na zmianę kategorii przez jednego z nich. Ale takie są regulaminy bokserskie. Z jednej strony jest Durkacz, odważny, fajny i sprytny chłopak, który ma niekonwencjonalny styl i smykałkę do pięściarstwa, bawiący się tym sportem, a z drugiej bardzo doświadczony, zdolny i pracowity Polski. Mam nadzieję, że obaj wywalczą olimpijski awans – powiedział srebrny medalista ME w 1981 roku w Tampere.

Polski boks czeka na olimpijski medal od 28 lat., tj. od igrzysk w Barcelonie, gdzie brąz wywalczył Wojciech Bartnik. - Od lat o tym mówi się, ale to prawda – w boksie trzeba być dobrze przygotowanym, ale i mieć szczęście, najpierw w losowaniu. Bo jeśli trafi się na kogoś z faworytów, to i świetna dyspozycja może nie pomóc. Nie ma znaczenia, czy pojechałoby na olimpiadę jeden, dwóch, trzech czy czterech naszych pięściarzy. Każdy z nich musi mieć to szczęście przy sobie“ – uważa Krzysztof Kosedowski, jeden z pięciu polskich medalistów IO w 1980 roku. Po srebro sięgnął Paweł Skrzecz (81 kg), a po brąz Kosedowski (57 kg), Kazimierz Adach (60 kg), Kazimierz Szczerba (67 kg) i Jerzy Rybicki (75 kg), mistrz olimpijski z Montrealu.

Pracujący jako trener Krzysztof Kosedowski w tym roku (12 grudnia) skończy 60 lat. Sylwetki i zdrowia mogłoby mu pozazdrościć wielu młodszych ludzi.

„W czasie pandemii koronawirusa nie prowadzę zajęć bokserskich, ale od zawsze dbam o siebie, biegając kilka razy w tygodniu. Moim sąsiadem i przyjacielem jest Jan Marchewka, były mistrz i wicemistrz Polski na 10 000 m, dlatego mam fachową pomoc szkoleniową. W poprzednich tygodniach biegałem po chodnikach ulic, mijali mnie policjanci i strażnicy miejscy, ale nikt nie zatrzymywał do żadnej kontroli. A teraz mogę już biegać po Parku Skaryszewskim“ – zakończył.

Zegan.jpg

Maciej Zegan przyznał, że nie do końca czuje się spełniony jako sportowiec. - Żałuję, że nie pojechałem na Igrzyska Olimpijskie. Zazdroszczę wszystkim sportowcom, którzy wzięli, albo wezmą udział w tej imprezie.

- Najbardziej żałuję, że ani razu nie pojechałem na Igrzyska Olimpijskie. To mi sprawia największy ból i jest moim wielkim niespełnieniem. Zazdroszczę wszystkim sportowcom, którzy wzięli, albo wezmą udział w Igrzyskach i poczują tę niezwykłą atmosferę. Nawet ostatnio żartowałem z Mateuszem Masternakiem, że jak przesunęli Igrzyska o rok, to może spróbuję się zakwalifikować. Mateusz zwrócił mi uwagę, że jestem już za stary. Pozostaje więc trzymać kciuki za "Mastera" i innych naszych bokserów - powiedział.

Mateusz Masternak (KKB RUSHH Kielce) w zeszłym roku wrócił do boksu olimpijskiego, aby wziąć udział w Igrzyskach w Tokio. Ze względu na pandemię koronawirusa zostały przełożone na 2021 rok. Według Macieja Zegana popularny "Master" ma duże szanse na sukces i zdobycie nawet medalu.

- Moim zdaniem Mateusz ma większe możliwości w boksie olimpijskim niż zawodowym. Dlaczego? Mateusz jest bardziej bokserem technicznym niż fizycznym. Jest bokserem czysto boksującym, co bardziej pasuje do boksu olimpijskiego. Widać było jego klasę na mistrzostwach Polski. Różnica między nim a pozostałymi zawodnikami to była przepaść - ocenił.

Wspominając swoją karierę, Maciej Zegan, były pretendent do tytułu Mistrza Świata WBO wagi lekkiej (po kontrowersyjnym werdykcie przegrał z Uzbekiem Arturem Grigorjanem) zdradził, że przechodząc z boksu amatorskiego (olimpijskiego) na zawodowy musiał się niemal na nowo nauczyć tempa walki. Z tym samym problemem, według niego, tylko że w drugą stronę, będzie musiał sobie poradzić Mateusz Masternak.

- Dla mnie w boksie amatorskim było wszystko szybko, szybko, szybko. Jak przeszedłem na zawodowstwo to musiałem się nauczyć, aby się nie śpieszyć. Świętej pamięci mój pierwszy trener w boksie zawodowym Andrzej Gmitruk, cały czas mi powtarzał: "Maciek, spokojnie, przemyśl, przeczekaj, masz czas". Ja się uczyłem niemal od nowa boksu. Można zacząć ostro, ale w piątej czy szóstej rundzie nie będzie już oddechu. Mateusz teraz musi się nauczyć, że nie ma czasu i musi od początku ostro boksować - wyjaśnił.

Przesunięcie igrzysk w Tokio według Macieja Zegana było jedyną możliwą decyzją, ale dla samych zawodników to nie jest komfortowa sytuacja i bynajmniej nie chodzi tylko o formę sportową.

- Wszyscy na pewno odczują to psychicznie. Jest to nastawienie w głowie, że w tym roku mam tę największą imprezę być może w życiu i teraz trzeba to sobie przestawić. To nie musi być łatwe. Tego jednak nikt nie zmieni i nikt nie będzie ryzykował zdrowiem i życiem ludzi, aby robić teraz igrzyska. Tak naprawdę nikt nie zapewni sportowców, że za rok igrzyska się odbędą. Mądry nie będzie ryzykował. Może się okazać, że za rok ponownie igrzyska się nie odbędą - powiedział wielokrotny mistrz Polski.

Po zakończeniu kariery Maciej Zegan nie porzucił sportu. Ma swoją szkółkę i cały czas żyje światem ringu, bo, jak sam przyznał, boks to jego wielka miłość. - Teraz jednak bardziej młodzież ćwiczy internetowo niż na świeżym powietrzu. W ten sposób można być mistrzem pięściarstwa, ale jednego kciuka. Chociaż ja na brak chętnych do treningu nie narzekam. Nawet teraz, kiedy jest kwarantanna i zamknięte sale, dzwonię i pytają: trenerze, kiedy będziemy mogli wrócić do zajęć. Nie zanosi się jednak na szybkie otwarcie hal sportowych.

Bokser nie ukrywał, że ostatni miesiąc nie był dla niego łatwy z powodu przymusowej kwarantanny. Jak powiedział, dla sportowca siedzenie w domu, to tragedia. - Czuję się jakby ktoś mnie zamknął w więzieniu. Staram się oczywiście ruszać, ćwiczyć, ale to nie to samo co na sali czy na świeżym powietrzu. Teraz już będzie trochę łatwiej, bo złagodzili obostrzenia i będzie można wyjść na rower z rodziną, czy samemu pobiegać. Jestem przyzwyczajony do ruchu i to już się chyba nie zmieni.

Chabros.jpg

Najlepsi pięściarze polscy czekają na możliwość wejścia do ringu. Zdaniem Karola Chabrosa, trenera BKS Skorpion Szczecin, najlepszego klubu w Polsce, przełożenie Igrzysk Olimpijskich to szansa dla obecnych i przyszłych reprezentantów kraju.

Pięściarze mistrzowskiego klubu w Polsce trenują obecnie na warunkach, jakie umożliwia życie i przepisy. - Funkcjonujemy na zasadach zaufania. Zawodnicy co tydzień dostają plan treningów. Wcześniej w domu, od tego tygodnia w terenie. Wszystko po to, by podtrzymać sprawność. Jednak o żadnych treningach technicznych oczywiście nie ma mowy - mówi Karol Chabros.

W szczecińskim teamie jest trzech pięściarzy, którzy ubiegali się o start w Igrzyskach Olimpijskich w Tokio. Maciej Jóźwik (57 kg), Ryszard Lewicki (75 kg) i Sebastian Wiktorzak (81 kg) walczyli w połowie marca w turnieju kwalifikacyjnym w Londynie. Wszyscy przegrali swoje walki, ale impreza – pod naciskiem wielu federacji – w końcu została przerwana. Nie wiadomo, kiedy zawody zostaną dokończone.

- Niezależnie od tego, czy wyniki tego turnieju zostaną podtrzymane, czy nie, to dla wszystkich zawodników nie była to ostatnia szansa na zakwalifikowanie się na igrzyska. To był turniej europejski, następny miał być światowy – wyjaśnił Karol Chabros.

Po powrocie z Londynu trójka zawodników Skorpiona została poddana kwarantannie (w Polsce już wówczas obowiązywały takie przepisy w stosunku do osób przybywających zza granicy). Niezależnie od tego wszyscy zawodnicy trenują na zasadach, jakie umożliwiają aktualnie obowiązujące przepisy. Obostrzenia oczywiście odcisną się na aktualnej formie pięściarzy. Jednak – trenera ze Szczecina – są też dla nich i innych zawodników szansą.

- Przesunięcie igrzysk o rok powoduje, że każdy z naszych zawodników dostał szansę na to, by za rok być lepszym niż teraz. To są młodzi pięściarze, mogą jeszcze poprawić swoje umiejętności. Ponadto jest to okazja, by o igrzyska zawalczyli ci, którzy w tym roku przejdą z wieku juniorskiego do seniorskiego – uważa Karol Chabros, były trener reprezentacji Polski.

W swoim klubie szczególnie liczy na Darię Paradę, mistrzynię Europy kadetek, walczącą w kategorii 75 kg. W tym roku skończy ona 18 lat i trener Skorpiona ma nadzieję, że zostanie dopuszczona do rywalizacji o olimpijski awans. - Jeśli pandemia ustąpi, to najbliższe turnieje kwalifikacyjne odbędą się jesienią, choć osobiście sądzę, że dopiero w przyszłym roku. Uważam, że ci, którzy skończą wiek juniora powinni być dopuszczeni do rywalizacji o start na igrzyskach. Wierzę w szanse Darii, choć walczy w kategorii Elżbiety Wójcik. Rywalizacja między nimi może przynieść pozytywne efekty dla polskiego boksu.

Iwan_Juszczenko.jpg

- Kwalifikacje olimpijskie mogą zostać przeniesione na 2021 rok, a my, jako cała kadra narodowa, będziemy mocniejsi niż dziś – mówi Ivan  trener bokserskiej reprezentacji Polski Iwan Juszczenko. Obecnie przebywa w Kołomyi na Ukrainie.

Ponad miesiąc temu biało-czerwoni uczestniczyli w europejskim turnieju kwalifikacyjnym w Londynie. Z powodu rozprzestrzeniającego się koronawirusa zawody przerwano po trzech dniach. Na razie nie wiadomo, kiedy zostaną wznowione.

- „Spoglądam w kalendarz międzynarodowej federacji AIBA, czekam na decyzję Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. Spodziewam się, że londyński turniej mógłby zostać wznowiony jesienią, a raczej już w 2021 roku, skoro igrzyska zostały przełożone o 12 miesięcy. Mimo obecnej bardzo ciężkiej sytuacji na całym świecie, dla nas to może być dobra decyzja. Jestem przekonany, że będziemy mocniejsi niż dziś – stwierdził Ivan Juszczenko.

Podczas brytyjskich zawodów zwycięstwa odnieśli Damian Durkacz (63 kg, walkowerem) i Mateusz Masternak (91 kg), z kolei pierwszej walki nie doczekał się Adam Kulik (+91 kg). Pozostali Polacy przegrali pojedynki. - Mateusz Masternak wygrał zdecydowanie, ale cały czas za mało zadaje ciosów. Musi boksować nie jak zawodowiec, tylko olimpijczyk. Szkoda mi tych chłopaków, którzy ponieśli porażkę, ale nie wszystko stracone. W nowej wadze Mateusz Polski (69 kg) nie poradził sobie pod względem psychologicznym. Stać go na dużo więcej. Jadąc do Anglii mocno wierzyłem też m.in. w Sebastiana Wiktorzaka (81 kg). Szkoda, że już w pierwszej rundzie doznał kontuzji (rozcięcie na czole – PAP), bo wyraźnie prowadził na punkty. Zresztą powiedziałem mu, że musi pójść na całość, zaakcentować przewagę w drugiej, a potem dotrwać do końca z urazem. Niestety, walka została przerwana na wniosek lekarza – dodał szkoleniowiec kadry biało-czerwonych.

Po powrocie z kwalifikacji olimpijskich okazało się, że część ekipy chorwackiej i tureckiej została zarażona koronawirusem. Wszyscy członkowie polskiej reprezentacji – łącznie około 20 osób – poddało się w kraju dwutygodniowej kwarantannie, ale nikt nie miał objawów choroby. - Ważne, że wszyscy wrócili zdrowi. Ja się trochę przestraszyłem, bowiem zanim odebrałem samochód we Władysławowie, gdzie wcześniej byliśmy na zgrupowaniu, zmokłem i później źle się czułem. Niezwłocznie udałem się do lekarza, ale na szczęście okazało się, że to tylko przeziębienie. Trzeba uważać na każdym kroku, tym bardziej, że każdy ma rodzinę. Dlatego nie wiem na przykład, jak potoczy się sprawa otwierania Centralnych Ośrodków Sportu w Polsce. To musi być wszystko bardzo przemyślane i dopięte na ostatni guzik. Każdy z nas wie, że najważniejsze jest bezpieczeństwo wszystkich osób – przyznał Ivan Juszczenko.

Trener męskiej reprezentacji pięściarzy dodał, że jest w stałym kontakcie z zawodnikami oraz szefami Polskiego Związku Bokserskiego, na czele z prezesem Grzegorzem Nowaczkiem. - Chcielibyśmy jak najszybciej wrócić do treningów, zgrupowań, chcemy pracować, ale na razie musimy uzbroić się w cierpliwość. Wiem, że chłopaki ćwiczą sami na tyle, ile mogą. Mówiłem, że muszą biegać, wzmacniać się siłowo. Techniki sami nie poprawią, bo musi być przy nich trener – podkreślił.

Ivan Juszczenko jest nie tylko trenerem boksu, ale i... czynnym zawodnikiem drużyny hokeja na lodzie w Kołomyi w obwodzie iwanofrankiwskim. - Występuję jako bramkarz, ale ze względu na obowiązki zawodowe nie zawsze mam możliwość uczestnictwa w meczach u siebie czy na wyjazdach – we Lwowie, Równem czy Łucku. Rywalizujemy w ukraińskiej lidze weteranów. Uwielbiam boks, ale lubię też hokej. Na obie moje pasję muszę poczekać, aż ustabilizuje się sytuacja z koronawirusem.

Dylak_2.jpg

- Staramy się myśleć pozytywnie i na tyle ile możemy trenować. Mamy dobre i inteligentne zawodniczki, którym ufamy i szczerze z nimi rozmawiamy – mówi Tomasz Dylak, który od kilku miesięcy jest szkoleniowcem reprezentacji Polski juniorek.

W czasie pandemii koronawirusa wszystkie pięściarki z kadry narodowej trenera Tomasza Dylaka trenują w swych miejscach zamieszkania.

- Pandemia koronowirusa spowodowała wielki bałagan w życiu profesjonalnych sportowców. Jako Kadra Narodowa staramy się myśleć pozytywnie i na tyle ile możemy trenować. Mamy dobre i inteligentne juniorki, którym ufamy i szczerze z nimi rozmawiamy. Ich ojcami sukcesu są ich trenerzy klubowi, którzy są bliżej nich i je bardziej kontrolują w tym trudnym czasie. Choć jak mówię, jest między nami pełne zaufanie, wiemy o co wspólnie walczymy w reprezentacji – powiedział selekcjoner Biało-Czerwonych.

Tomasz Dylak podkreślił, że wszystkie zawodniczki otrzymały od trenera przygotowania motorycznego plany treningowe. Chodzi o takie ćwiczenia, które mogą wykonywać w domu z małą ilością sprzętu.

- Musieliśmy zmodyfikować plan przygotowań, który zakładał szczyt formy na koniec kwietnia. Po pierwszym przełożeniu terminu Mistrzostw Europy, zmieniliśmy plan na metodę sprężoną, która miała podtrzymać wszystkie cechy motoryczne na względnie wysokim poziomie. W tej chwili trzeba będzie kolejny raz to modyfikować, ponieważ już teraz wiemy, że do końca sierpnia żadnych turniejów międzynarodowych i zawodów kontynentalnych nie będzie – zaznaczył pochodzący z Gostynia 32-letni trener reprezentacji Polski.

Selekcjoner juniorskiej kadry, który tworzył od podstaw klub Sporty Walki Gostyń i jest szkoleniowcem pierwszej klasy, posiadający gwiazdkę AIBA, zwrócił uwagę na możliwość treningów w odizolowanych Centralnych Ośrodkach Sportu (COS).

- Mamy nadzieję, że reprezentacje od lipca będą mogły się przygotowywać w COS-ach. Psychicznie przygotowujemy się do rozegrania Mistrzostw Europy i Mistrzostw Świata od października do grudnia. Całą grupą wierzymy, że w tym roku jeszcze zdobędziemy medale dla Polski! Jeśli chodzi o klubowe treningi w małych grupach, mogą one się zacząć trochę później niż reprezentantów kraju. Cały ten czas jest próbą i wierzę, że wyjdziemy z niej zwycięsko – powiedział Tomasz Dylak.

Atlanta.png

- Byłem przekonany, że wygrałem walkę ćwierćfinałową i mam medal Igrzysk Olimpijskich w Atlancie – mówi Tomasz Borowski, który w środę 15 kwietnia skończy 50 lat. Wkrótce minie też ćwierć wieku od Mistrzostw Świata w Berlinie, gdzie z Robertem Cibą zdobyli srebrne medale.

- W czasie pandemii koronawirusa nie planowałem hucznego świętowania 50. urodzin, jedynie miłe spotkanie w gronie rodzinnym – z żoną Beatą i dziećmi: 13-letnim Bartoszem uprawiającym tenis ziemny i 11-letnią Eleną, która trenuje gimnastykę. W obecnej sytuacji staramy się na co dzień pozostać w domu - przyznał Tomasz Borowski, który mieszka w Chynowie koło Grójca na Mazowszu.

W połowie lat 90. pięściarz Gwardii Warszawa należał do światowej czołówki kategorii średniej (75 kg). W MŚ 1995 w Berlinie sięgnął po srebro, a w kolejnym sezonie był blisko medalu olimpijskiego w Atlancie.

- Nie mam w swoich zbiorach ani kaset z walk z Niemiec, ani z olimpiady w USA. Niespodziewanie niedawno ktoś wrzucił na Facebooku nagranie finału MŚ z Kubańczykiem Arielem Hernandezem i znowu wróciły wspomnienia. Kubańczyk był lepszy, może nawet w tym pojedynku nie do pokonania. Natomiast na igrzyskach zwyciężyłem przeciwników z Maroka i Japonii, zaś o medal boksowałem z Turkiem Malikiem Beyleroglu. Po końcowym gongu byłem pewny, że moja ręka powędruje w górę, lecz stało się inaczej. Przecież był nawet nokdaun, ale nie miałem z niego punktów. Niestety w tamtym czasie były werdykty szyte grubymi nićmi, co zrobić – podkreślił Tomasz Borowski.

Tomasz Borowski i Robert Ciba (54 kg) walczyli w finale MŚ niemal równo ćwierć wieku temu. Później już nikt z Polaków nie odniósł takiego sukcesu, po brązowe krążki tej rangi zawodów sięgnęli jedynie Andrzej Rżany (51 kg) w 1999 roku i Aleksy Kuziemski (81 kg) w 2003. Jeszcze więcej czasu, bo aż 28 lat mija w tym roku od ostatniego medalu olimpijskiego – brązowego Wojciecha Bartnika w Barcelonie.

- Przyglądam się polskiemu boksowi olimpijskiemu i tak zastanawiam się, jak mogły potoczyć się marcowe kwalifikacje w Londynie? Czy Mateusz Masternak uzyskałby awans do turnieju olimpijskiego, a może jeszcze Damian Durkacz? Widać było, że w dobrej formie są dziewczyny, które wygrały wszystkie cztery walki eliminacyjne. Chciałbym, aby w końcu coś ruszyło się w naszym pięściarstwie i abyśmy zobaczyli Polkę i Polaka na podium w Tokio. W boksie zawodowym na swoje walki mistrzowskie czekają Kamil Szeremeta, Krzysiek Głowacki czy Maciek Sulęcki. Życzę im powodzenia, choć każdy kto spróbował boksu wie, jak ciężki to kawałek chleba. Co innego mówić o szansach na papierze, a całkiem inaczej jest po wejściu na ring. To trzeba samemu przeżyć – opowiedział bokser, który kiedyś wygrywał np. z młodszym o sześć lat Tomaszem Adamkiem.

Tomasz Borowski boksował w barwach stołecznej Gwardii oraz Walki Zabrze i Polonii Świdnica. Tytuł mistrza Polski seniorów zdobył sześć razy: w wadze półśredniej (1990), średniej (1993, 1994) i półciężkiej (1995, 1997, 1998), ma dwa tytuły wicemistrza (1992 i 1996) oraz dwa brązowe medale (1989 i 1992). Dwukrotnie był również drużynowym mistrzem kraju: z Walką (1997) i Polonią (1998). W turnieju im. Feliksa Stamma zwyciężył w wadze średniej (1994 i 1995). Karierę zakończył przedwcześnie w wieku 29 lat.

- Indywidualnym mistrzem Polski byłem siedem razy, bowiem równo 30 lat temu w odstępie kilku tygodni dwa razy stanąłem na najwyższym stopniu podium. Najpierw na początku marca 1990 roku pokonałem Grzegorza Strugarka w finale młodzieżowych MP we Włocławku kategorii 67 kg, a 25 marca wygrałem z Dariuszem Rudnikiem w pojedynko o złoto MP seniorów w Jastrzębiu – podsumował utytułowany bokser

Kadeci_-_kadra.jpg

Z powodu koronawirusa w lipcu nie odbędą się Mistrzostwa Europy Kadetów w gruzińskim Tbilisi, ale podopieczni selekcjonera Krzysztofa Szota pilnie ćwiczą w swych miejscach zamieszkania. – Przesyłają mi filmiki ze swych treningów – mówi trener kadry narodowej.

- Ze względu na rozprzestrzeniającego się koronawirusa wypadły nam turnieje np. na Węgrzech i Bułgarii, miały być też mecz z Ukrainą na wyjeździe i zgrupowanie w COS Cetniewo we Władysławowie. Niestety w obecnej sytuacji pozostają nam czekać, a przede wszystkim ciężko pracować w domach, mieszkaniach, na podwórkach, garażach, gdzie tylko się da. I chłopaki tam robią – powiedział 2-krotny ćwierćfinalista Mistrzostw Świata i Europy.

Krzysztof Szot trenuje na co dzień ze swym synem Oliwierem, który jest w reprezentacji Polski Kadetów, ale też otrzymuje filmiki od kadrowiczów, m.in. Nikolasa Pawlika, Bartosza Rośkowicza, Nikodema Szafarza i innych.

- Widać, że zawodnicy przykładają się, mimo że muszą ćwiczyć indywidualnie. Ja też im przesyłam  różne ćwiczenia na poprawę np. pracy nóg. Musimy trenować, aby być gotowym do występu w Mistrzostwach Europy czy Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży – przyznał 8-krotny Mistrz Polski i 4-krotny zwycięzca Memoriału Feliksa Stamma.

Krzysztof Szot dodał, że wysłał swym zawodnikom z reprezentacji Biało-Czerwonych akcje, które trenował z nimi podczas grupowych zajęć na zgrupowaniach i konsultacjach kadry.

- Przekonuję chłopaków, że nie wziąłem sobie tego z księżyca, że np. Rosjanie też robią takie zejścia. Ja się tego nauczyłem właśnie od jednego z rosyjskich zawodników – mówił trener, który ma kontakt również z Natalią Rok z LKS Myszków.

Jeśli sytuacja w kraju i na świecie wróci do normy i nie będzie przeszkód w organizacji zawodów, jesienią Krzysztof Szot ma nadzieję na uczestnictwo w kilku turniejach międzynarodowych.

- Zależy nam przede wszystkim na Mistrzostwach Europy. Nasi młodzi bokserzy mogliby pokazać co już potrafią. Mają mniej walk stoczonych od zagranicznych rywali, ale w wielu elementach taktyczno-technicznych im nie ustępują – powiedział trenerów pięściarzy z roczników 2004 i 2005.

Soczyski.jpg

Mistrz i Wicemistrz Polski Seniorów z dwóch ostatnich sezonów w kategorii ciężkiej Michał Soczyński (Stara Szkoła Boksu Lublin) zdjął gips z prawej ręki i rozpoczął indywidualne treningi w rodzinnym Dorohusku.

- Gips zdjąłem kilka dni przed Świętami Wielkanocnymi. Zaraz po operacji miałem wyznaczony termin i chociaż w obecnej sytuacji związanej z koronawirusem są liczne obostrzenia związane np. z przemieszczaniem, nie miałem problemów z dostaniem się do lekarza – mówi brązowy medalista Mistrzostw Europy Juniorów z 2016 roku.

Aktualny Wicemistrz Polski Seniorów i Młodzieżowy Mistrz Polski Michał Soczyński (-91kg) poważnej kontuzji doznał podczas walki na zgrupowaniu w lutym na Ukrainie. Było to złamanie kości śródręcza z przemieszczeniem. Operacja odbyła się w Lublinie, gdzie na co dzień trenuje pod okiem Władysława Maciejewskiego i Karoliny Michalczuk w klubie Stara Szkoła Boksu. Wcześniej był zawodnikiem Paco Lublin.

- Obecnie przebywam w Dorohusku, gdzie mam dobre warunki do pracy. Wiele lat temu, kiedy zaczynałem treningi bokserskie, dostałem worek od znajomego naszej rodziny. Potem mieliśmy już swój i dziś na nim trenuję. Poza tym wykonuję lekkie siłowe ćwiczenia na wzmocnienie, np. wyprosty z ciężarkami. Wszystko z obciążeniem na lewą rękę – przyznał uczestnik ubiegłorocznych Mistrzostw Świata Seniorów w Rosji.

Michał Soczyński dodał, że za niecałe 2 tygodnie czeka go jeszcze zdjęcie „drutów”.

- Wtedy prawa ręka będzie sprawna już na 100 procent, tylko bez możliwości uderzania, żeby dać czas na zrośnięcie się porządnie kości. Myślę, że trzeba będzie odczekać co najmniej 2 miesiące. Wolę spokojnie poczekać, niż zacząć za wcześnie i nabawić się ponownie urazu – powiedział kadrowicz.

Jeszcze w 2017 roku Michał Soczyński zdobył brąz MP Seniorów w wadze półciężkiej. W 2018 roku wywalczył złoto w półciężkiej, a kilka miesięcy temu w tej samej wadze doszedł do finału w Opolu. Po ciekawej i zaciętej walce przegrał na punkty z Mateuszem Masternakiem, który łatwo sobie poradził ze wszystkimi wcześniejszymi przeciwnikami.

- Kiedy będę zdrowy chciałbym dostać szansę rewanżu z Mateuszem, zobaczymy co przyniesie czas. Ja skupiam się na sobie, chce wygrywać w efektywny sposób – dodał pięściarz z Dorohuska, który szkołę średnią kończył w Lublinie i jest mocno związany także z tym miastem.

Korzystając z naszej strony, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies . Zaktualizowaliśmy naszą politykę przetwarzania danych osobowych (RODO). Więcej o samym RODO dowiesz się tutaj.