Shadowboxing1.jpg

 

Z powodu pandemii koronawirusa nie odbywają się turnieje bokserskie, ale prezydent Holenderskiej Federacji Bokserskiej Boris Van der Vorst rekomenduje specjalną rywalizację „European Shadowboxing Challenge” za pośrednictwem mediów społecznościowych.

Projekt został zaprezentowany na stronie internetowej EUBC. Mistrzostwa Shadowboxing mogą być nowym rodzajem aktywności dla pięściarzy. Wymagana jest tylko jedna osoba, która będzie wykonywała różne ćwiczenia - walkę z cieniem.

Wszyscy zawodnicy mogą nagrywać filmiki wideo trwające po 15-30 sekund. Następnie trzeba je zamieścić w portalach społecznościowych – Instagram, Facebook, ale muszą być oznaczane hasztagami: #EUBC #AIBA #NF #ShadowBoxingChallenge #ShadowBoxing #PunchChallenge #EUBCevent #EUBCchallenge.

EUC (Europejska Konfederacja Boksu) i profesjonalne jury wybiorą zwycięzców w 3 różnych kategoriach: elita, młodzież i weterani. Na najlepszych czekają nagrody.

przed_walk.jpg

- Damian Durkacz to chłopak z wyjątkową smykałką do boksu oraz z szansami nie tylko na olimpijską kwalifikację, ale i medal igrzysk w Tokio. Cenię też np. obu Mateuszów: Polskiego i Masternaka – mówi Krzysztof Wróblewski, medalista Mistrzostw świata i Europy z 1989 roku.

Damian Durkacz (63 kg) jest pięściarzem Concordii Knurów, a jego trenerem klubowym Ireneusz Przywara. W 1996 roku w barwach tego klubu Wróblewski sięgnął po drużynowe mistrzostwo Polski. Szkoleniowcami byli pierwszy polski medalista MŚ Zbigniew Kicka (brąz w Hawanie w 1974 roku) i Ireneusz Przywara.

- O tytule decydował ostatni mecz, który przy nadkomplecie publiczności wygraliśmy z Walką Zabrze. W dawnym składzie Concordii byli m.in. Leszek Olszewski, Dariusz Czernij, Józef Gilewski, Rostisław Zauliczny, a później dołączył do nas np. Tomasz Adamek, świetny zawodowiec, mistrz świata. Mijają lata, a w klubie z Knurowa wciąż nie brakuje talentów. Durkacz to chłopak z wyjątkową smykałką do boksu oraz z szansami nie tylko na olimpijską kwalifikację, ale i medal igrzysk w Tokio w 2021 roku – uważa Krzysztof Wróblewski, który jeszcze większe sukcesy drużynowe odniósł z Igloopolem Dębica - dwa razy był mistrzem i dwukrotnie też wicemistrzem kraju.

- W tamtych latach połowę składu kadry na MŚ czy ME stanowili pięściarze Igloopolu - przyznał. Pochodzący ze Świdnika na Lubelszczyźnie Krzysztof Wróblewski (51 kg) błysnął w 1989 roku. Najpierw został brązowym medalistą ME w Atenach, a następnie stanął na najniższym stopniu MŚ w Moskwie.

- Z pewnością bliżej finału byłem w Grecji, gdzie w półfinale rywalizowałem z aktualnym wicemistrzem kontynentu Janosem Varadim. Węgier był sześć lat starszy ode mnie, miał w dorobku brąz olimpijski z Moskwy. Gdyby nasza potyczka potrwała jeszcze z minutę lub dwie, to wygrałbym. Varadi był liczony przez sędziego, a uratował go gong – opowiadał.

Co ciekawe, nigdy nie został Mistrzem Polski Seniorów. - Zacznę od tego, że kiedyś o miejsce w kadrze narodowej w poszczególnych kategoriach biło się po kilku pięściarzy. Dziś mi strasznie szkoda, że Durkacz i Mateusz Polski są w tej samej wadze – do 63 kg, a żeby obaj mogli pojechać na kwalifikacje olimpijskie Polski musiał przejść do kat. 69 kg. Niestety, ale ma słabe warunki fizyczne na tę kategorię – przyznał bokser, który sięgnął po cztery srebrne medale IMP.

Krzysztof Wróblewski był wicemistrzem kraju w wadze muszej w latach 1988-1991, a brąz wywalczył w 1987 i 1992 roku. - Trzy finały przegrałem po 2:3, ale takie było sędziowanie... Mam kasetę z finałów turnieju w 1990 roku, gdzie komentatorzy mówili, że gdyby walki odbywały się poza Jastrzębiem, to wygrałby Wróblewski, a nie miejscowy bokser Juliusz Sobczak. Ale kiedy przyjeżdżaliśmy na zgrupowania kadry, to trener Jerzy Rybicki, mistrz olimpijski, ze swoimi asystentami twierdził, że w krajowej rywalizacji najlepszy jest Krzysztof Wróblewski. Wygrywałem sparingi i to ja jeździłem na wspomniane mistrzostwa globu i kontynentu w 1989 roku.

Krzysztof Wróblewski miał wtedy 22 lata. Później skoncentrował się na występach w lidze, a w reprezentacji boksowali inni zawodnicy. - Skończyłem studia, pracowałem jako nauczyciel wychowania fizycznego, a walczyłem jeszcze np. w Gwarku Łęczna. Byłem też trenerem w Paco Lublin. Od lat związany jestem zaś z Dębicą, tutaj boksowałem w Igloopolu, tutaj w okolicach wybudowałem dom. Osiem-dziewięć lat temu zdecydowałem się ze względu na lepsze zarobki na pracę w Norwegii, pracuję w stoczni, gdzie budujemy platformy wiertnicze. Co jakiś czas wracam do rodziny i znów jeżdżę do Skandynawii – opowiedział.

Mimo że z boksem ma już niewiele wspólnego, stara się na bieżąco śledzić występy kadry Polski. - O Durkaczu i Polskim mówiłem, a wspomnę jeszcze o byłym mistrzu Europy zawodowców Mateuszu Masternaku (91 kg), który wrócił do boksu olimpijskiego. W pięściarstwie profesjonalnym rozkręcał się z rundy na rundę, ale miał ich 10 czy 12. Tu musi boksować tak jakby to była dziewiąta runda, musi pójść na całość od pierwszego gongu. Takie dziewięć minut w ostrym tempie wytrzyma i może wygrywać.  A co do boksu amatorskiego, żal że odchodzą koledzy w młodym jeszcze wieku. W tamtym roku wracając z wakacji zajechałem ze swoją rodziną na cmentarz w Słupsku, gdzie spoczywają Jan Dydak i Jan Wałejko. Obaj żyli po 50 lat.

Marcinkowska.jpg

- W okresie pandemii koronawirusa najtrudniejszy jest brak możliwości sprawdzenia się z innymi zawodniczkami. Chcę już walczyć z juniorkami – mówi Barbara Marcinkowska (75kg), srebrna medalistka ubiegłorocznych Mistrzostw Europy Kadetek.

Utalentowana pięściarka występuje w klubie Pomorzanin Toruń, tym samym co Wicemistrzyni Europy Seniorek Aneta Rygielska. Ich trenerem klubowym jest Kamil Gorząd.

- Aneta jest dla mnie wzorem do naśladowania, podziwiam ją za to, ile serca i wysiłku wkłada w każdy trening i zmierza wytrwale do swojego celu. Na treningach nie widywałyśmy się zazwyczaj zbyt często, bowiem ona dużo czasu spędza na obozach lub zawodach. Jednak zawsze, gdy się z nią widzę w klubie, mogę zapytać o wszystko, a Aneta z chęcią dzieli się swoimi doświadczeniami i wiedzą. Jest też ciekawa naszych postępów i mocno trzyma za nas kciuki – powiedziała Barbara Marcinkowska.

Torunianka marzy o tym, aby pójść w ślady starszej koleżanki klubowej. Na razie jest na początku tej drogi, zresztą trudnej drogi ze względu na wszystkie obostrzenia dotyczące treningów w czasie koronawirusa.

- Jeśli chodzi o treningi podczas kwarantanny, mam dostęp do salki w domu, więc trenuję codziennie zgodnie z planem trenera kadry Tomasza Dylaka, jak i trenera klubowego Kamila Gorząda. Od poniedziałku zaczynam już pracę z trenerem na świeżym powietrzu – przyznała.

Srebrna medalistka ME podkreśliła, że wszyscy szkoleniowcy dbają o jej rozwój sportowy, podsyłają zestawy ćwiczeń do wykonywania w miejscu zamieszkania.

- Wierzą we mnie i bardzo wspierają, co daje mi dużą motywację do indywidualnej pracy. Na pewno najtrudniejszy jest brak możliwości sprawdzenia się z innymi zawodniczkami. Chcę już walczyć z juniorkami, a z powodu obecnej sytuacji związanej z koronawirusem nie stoczyłam ani jednego pojedynku w nowej kategorii wiekowej. Zależy mi bardzo na zbieraniu jak największego doświadczenia w boksie olimpijskim juniorek – mówi zawodniczka Pomorzanina.

Podczas ME Kadetek 2019 w Rumunii doszła aż do finału, w którym przegrała z Rosjanką Vorontsovą.

- Bardzo dobrze wspominam turniej w Galati, była to największa impreza sportowa, w której miałam szansę uczestniczyć. Przed pierwszą walkę trochę się stresowałam, jednak do każdej kolejnej podchodziłam już z większym luzem i doświadczeniem. Strasznie się cieszyłam z awansu do finału. W pojedynku o złoto pokazałam się z dobrej strony, dałam z siebie 100 procent, niestety nie udało się wywalczyć tytułu. Uczymy się na błędach, dlatego każdą porażkę zamieniam na coraz większą chęć bycia lepszą – powiedziała Barbara Marcinkowska, która zdobyła też Puchar Skorpiona w Szczecinie.

Koszewska_-_miniaturka.jpg

Wygrana z Nadine Apetz to dla mnie przepustka do Tokio. Przygotowania do tej walki traktuję bardzo poważnie – mówi Karolina Koszewska (69kg), Mistrzyni Igrzysk Europejskich w Mińsku, która czeka na pojedynek z Niemką w kwalifikacjach olimpijskich.

1,5 miesiąca temu w Londynie rozpoczęły się europejskie kwalifikacje do Igrzysk w Japonii. Ale z powodu rozprzestrzeniającego się koronawirusa zostały przerwane po 3 dniach. Miało to miejsce w przeddzień m.in. walki o „bilet” na olimpiadę pomiędzy Karoliną Koszewską i Nadine Apetz.

- Z jednej strony czułam, że turniej w Londynie w końcu zostanie wstrzymany, ponieważ widziałam co dzieje się w innych krajach i że wszystkie imprezy odwołują. Z drugiej strony myślałam, że może uda się go przeprowadzić, ponieważ odbyły się kwalifikacje w Azji – powiedziała 38-letnia Karolina Koszewska (Żoliborska Szkoła Boksu).

W niemieckich mediach opublikowany został wywiad z 34-letnią Nadine Apetz. – Gdyby zawody potrwały jeden dzień dłużej mogłam mieć olimpijską kwalifikacją. Płakałam, bo byłam bardzo rozczarowana. Byłam tak blisko osiągnięcia swojego celu, a tymczasem wszystko się skończyło.

Niemka, która pisze doktorat z neuronauki, już wcześniej miała zakończyć sportową karierę, ale zgodziła się jeszcze powalczyć o IO w Tokio. Łączyła treningi z badaniami dot. stymulacji mózgu w chorobie Parkinsona.

- Prawdopodobnie w ogóle nie powinni zaczynać tego turnieju, skoro było zagrożenia zdrowia – dodała Niemka, brązowa medalistka Mistrzostw Świata 2018.

Karolina Koszewska trenuje obecnie w Warszawie, choć nie wiadomo, kiedy kwalifikacje mogą zostać wznowione. Igrzyska w Tokio przełożono na 2021 rok.

- Wygrana z Nadine Apetz to dla mnie przepustka do Tokio. Przygotowania do tej walki traktuję bardzo poważnie. Na pewno będę w bardzo dobrej formie i fizycznie, i taktycznie. Nie mogę się już doczekać - powiedziała reprezentantka Polski.

Oprócz Karoliny Koszewskiej, zwycięstwa na ringu w Londynie zanotowały Sandra Drabik 51kg, Sandra Kruk 57kg, Aneta Rygielska 60kg oraz Damian Durkacz 63kg i Mateusz Masternak 91kg. Ani jednej walki nie stoczyli Elżbieta Wójcik 75kg oraz Adam Kulik +91kg.

1rekawice.jpg

AIBA poinformowała, że przyszłoroczne Mistrzostwa Świata mężczyzn zostały przeniesione z New Delhi do Belgradu. To właśnie w stolicy Serbii w 1978 roku pierwszym i jedynym jak do tej pory polskim Mistrzem Świata w boksie olimpijskim został Henryk Średnicki (51kg).

W komunikacie prasowym podano, że Indie nie wywiązały się z obowiązku uiszczenia opłaty nakładanej na gospodarzy międzynarodowych imprez mistrzowskich. W tej sytuacji AIBA postanowiła rozwiązać umowę, a turniej odbędzie się w Belgradzie.

W 1978 roku rozegrano tam II edycję MŚ w boksie, a wielki sukces odniósł startujący w wadze muszej Henryk Średnicki. Wygrywał walkę za walką, a w finale pokonał Kubańczyka Hectora Ramireza. Kubańczycy dominowali na jugosłowiańskim ringu, sięgając po 5 złotych i 3 srebrne medale.

Oprócz Henryka Średnickiego na podium stanęli Roman Gotfryd w kategorii piórkowej (57kg) i Mistrz Olimpijski z Montrealu Jerzy Rybicki w wadze lekkośredniej (71kg). Obaj zdobyli brązowe medale.

Tymczasowy prezydent AIBA Mohamed Moustahsane oficjalnie ogłosił Serbię gospodarzem pięściarskich MŚ męskiej elity w 2021 roku. - Z przyjemnością ogłaszam, że Belgrad będzie gospodarzem kolejnych wielkich zawodów. Jestem pewien, że cały naród serbski będzie dumny z Mistrzostw Świata w Belgradzie. Serbia ma wszystko, aby zorganizować wspaniałe wydarzenie - sportowców, trenerów, działaczy i oczywiście kibiców boksu – mówi Mohamed Moustahsane.

Igrzyska Olimpijskie w Tokio z powodu pandemii koronawirusa zostały przełożone z 2020 na 2021 rok. MŚ w Belgradzie mają zostać zorganizowane po turnieju w Japonii. Dokładna data nie została jeszcze ustalona.

Bardzo zadowolony z przyznanie Belgradowi Mistrzostw Świata był prezydent Serbskiej Federacji Bokserskiej Nenad Borovczanin. - Po historycznym turnieju w 1978 roku w stolicy Jugosławii, po raz drugi będziemy gospodarzem MŚ w boksie. Zdobycie medalu na takich zawodach to marzenie wszystkich bokserów. My też kierujemy się taką dewizą, nie przestawaj dopóki marzenia się nie spełnią. Dziękuję AIBA za możliwość organizacji turnieju takiej rangi – powiedział Nenad Borovczanin.

Stachowiak_Zofia_1.png

Utalentowana pięściarka Zofia Stachowiak miała nadzieję na medale Mistrzostw Świata i Europy Juniorek w 2020 roku, ale z powodu pandemii koronawirusa odwoływane są kolejne zawody krajowe i międzynarodowe. 2-krotna Mistrzyni Europy Kadetek uważa, że świat sportu wytrzyma bez bokserskich MŚJ i MEJ w tym roku. - Byłoby szkoda, ale chodzi o nasze bezpieczeństwo - uważa.

- Tygodnie i miesiące, w których przyszło i jeszcze przyjdzie nam żyć z koronawirusem, są kroplą w morzu w stosunku do całego życia. Jakby się nie odbyły ani Mistrzostwa Świata, ani Mistrzostwa Europy to tylko ze względu na nasze bezpieczeństwo i zdrowie. Uważam, że jest to konkretny argument – mówi złota medalistka ME Kadetek z 2018 i 2019 roku w wadze 70kg.

Na początku roku zawodniczka pochodząca z Gostynia w Wielkopolsce, w wywiadzie dla PZB przyznała, że marzy o medalach największych imprez mistrzowskich już w gronie juniorek. Ale bardzo szybko, z powodu koronwirusa, przerwane zostały przygotowania do Mistrzostw Polski, Europy i Świata.

- Początek roku był pechowy. Udało mi się stoczyć tylko kilka walk sparingowych. W lutym spędziłyśmy dwa tygodnie w Zakopanem, a na początku marca miałyśmy konsultację szkoleniową w Szczecinie. Niestety, z powodu koronawirusa nie odbyły się turnieje ani na Węgrzech, jak również w Szczecinie – przyznała Zofia Stachowiak.

Zawodniczka dodała, że trenowała w Gostyniu do czasu rygorystycznego wprowadzenia kwarantanny, a obecnie ćwiczy w swoim miejscu zamieszkania.

- Jestem w kontakcie ze wszystkimi trenerami i wiem co mam robić w czasie pandemii koronawirusa. Mieszkając w domu i mając własne podwórko jest większe pole manewru. Poza tym mój tata kiedyś zainwestował w sprzęt, bo chciał mieć siłownię w piwnicy, więc mam sporo możliwości np. do treningu siłowego. Jedyne co mnie ogranicza to wyobraźnia – dodała reprezentantka Polski.

W juniorkach Zofia Stachowiak będzie startowała w nieco niższej kategorii 69kg, ale jak zapowiedziała, że nie będzie miała żadnych problemów z osiągnięciem limitu.

- Nie muszę się pilnować z wagą, ponieważ mam dobre nawyki i na co dzień ważę około 71kg. A jeśli chodzi o kontakt z koleżankami z klubu i kadry, wymieniamy się różnymi informacjami o treningach, ale tak naprawdę każda sama potrafi się zmobilizować. Wiemy po co trenujemy boks – powiedziała pięściarka klubu Sporty Walki Gostyń.

Oprócz Zofii Stachowiak, w 2019 roku w rumuńskim Galati medale Mistrzostw Europy Kadetek zdobyły także inne Polki – srebro Barbara Marcinkowska (75kg, Pomorzanin Toruń), brąz Julia Szeremeta (50kg, MKS II LO Chełm Lubelski) i Nikola Prymaczenko (54kg, Legionowska Akademia Boksu).

marcin-stankiewicz.jpg

- Wierzę, że jako cała liga poradzimy sobie finansowo i najpóźniej latem rozpoczniemy trzeci sezon Ekstraligi Boksu Olimpijskiego – mówi Marcin Stankiewicz, koordynator projektu. Kłopoty spowodowane są pandemią koronawirusa i spodziewanym kryzysem finansowym.

W dwóch poprzednich edycjach rozgrywek zwyciężył Skorpion Szczecin. W sztabie trenerskim tej drużyny są m.in. były selekcjoner reprezentacji Karol Chabros, Stankiewicz i Patryk Tkaczyk.

- Jesteśmy w kontakcie z przedstawicielami poszczególnych zespołów, wszyscy wyrażają chęć dalszego uczestnictwa w ekstralidze, ale oczywiście największym wyzwaniem będzie zgromadzenia odpowiedniego budżetu – stwierdził Marcin Stankiewicz.

Pomysłodawca i organizator ligi pięściarskiej ma niewielką nadzieję, że pierwszą kolejkę udałoby się rozegrać pod koniec czerwca, choć bierze raczej pod uwagę także termin sierpniowy.

- Wierzę, że jako cała liga poradzimy sobie finansowo i najpóźniej latem rozpoczniemy trzeci sezon ekstraligi boksu olimpijskiego. Chcielibyśmy ruszyć jeszcze przed wakacjami, ale wszystko jest zamrożone i to może być niewykonalne. Poza tym byłoby dobrze, aby podczas tych naszych kameralnych meczów było choć trochę kibiców oraz osób, które wspierają drużyny – zaznaczył szkoleniowiec Skorpiona Szczecin.

Być może ten sezon będzie krótszy i koniecznością okaże się zmiana systemu mecze i rewanż. Inny wariant to rozgrywanie spotkań nie w cyklu rocznym, lecz jesień/wiosna. - Zakładaliśmy, że wszystkie kwestie formalno-organizacyjne przedyskutujemy przy okazji kobiecych mistrzostw Polski młodzieżowych i juniorek. Niestety, z powodu koronawirusa kolejne zawody są odwoływane, nie odbywają się nawet treningi w klubach, nie mówiąc o zgrupowaniach, wyjazdach itd. Nic nie jest pewne. Nie wiadomo, jaka będzie sytuacja firm, które dotychczas pomagały klubom bokserskim.

Marcin Stankiewicz podkreślił, że czynione są starania o pozyskania głównego, tytularnego sponsora dla rozgrywek. - Bardzo nam zależy na pomocy finansowej drużynom, które promują pięściarstwo na terenie całego kraju. Nie są nam potrzebne miliony, jak w piłce nożnej czy siatkówce, lecz znacznie mniejsze środki. Jestem gotowy na rozmowę z każdą firmą, która zechciałaby wesprzeć projekt ligowy.

W 2019 roku tytuł obronił Skorpion Szczecin, drugie miejsce zajęli pięściarze Leone Imperium Boxing Wałbrzych, trzecie Wielkopolska Drużyna Bokserska, a trzecie Wilki Kujaw. Z kolei w edycji 2018 w finale zespół ze Szczecina dwukrotnie pokonali rywali z Wielkopolski.

Kosedowski.jpg

Krzysztof Kosedowski - jestem fanem talentu Masternaka, kibicuję też Durkaczowi i Polskiemu

- Jest fanem talentu Mateusza Masternaka, ale kibicuję też pozostałym naszym bokserom, jak Damian Durkacz, Mateusz Polski i inni – mówi Krzysztof Kosedowski, brązowy medalista olimpijski z Moskwy oraz były wicemistrz Europy.

Europejskie kwalifikacje do igrzysk w Tokio rozpoczęły się dopiero w marcu, ale turniej w Londynie potrwał tylko trzy dni, a powodem był rozprzestrzeniający się koronawirus. Z grupy polskich pięściarzy zwycięstwa odnieśli Damian Durkacz (63 kg, walkowerem) i Mateusz Masternak (91 kg), a pierwszej walki nie stoczył tylko Adam Kulik (+91 kg).

- Pamiętam doskonale Mateusza Masternaka z czasów, kiedy przyjeżdżał z Wrocławia do Warszawy na treningi z Andrzejem Gmitrukiem. Jestem fanem tego pięściarza. Bardzo chciałbym, aby i on, i pozostali nasi reprezentanci dostali się na igrzyska. Wiem, że każdemu to się nie uda, ale może chociaż jeden-dwóch. Kibicuję także Damianowi Durkaczowi, Mateuszowi Polskiemu i innym – przyznał czterokrotny indywidualny mistrz Polski.

Z powodu koronawirusa igrzyska w Tokio zostały przesunięte i rozpoczną się 23 lipca 2021 roku. - Wirusolodzy z różnych krajów wypowiadają się, że być może i ten termin nie będzie realny ze względu na ogólnoświatową sytuację. Rywalizacja olimpijska dopiero w 2022 roku to bardzo zła data zwłaszcza dla Masternaka, który miałby wtedy 34 lata. Dla niego każdy tydzień, każdy miesiąc nie jest na plus, a co dopiero długie dwa lata. Ale mimo wszystko wierzę, że sobie poradzi w japońskiej stolicy – stwierdził Krzysztof Kosedowski, który na igrzyskach w Moskwie pokonał trzech rywali, a do półfinału z Kubańczykiem Adolfo Hortą nie został dopuszczony przez komisję lekarską.

Były zawodnik Wisły Tczew, Stoczniowca Gdańsk i Legii Warszawa przyznał, że ma ogromny szacunek dla Masternaka (91 kg), byłego zawodowego mistrza Europy, który w wieku 32 lat zdecydował się wrócić do boksu olimpijskiego. - W jego boksie jest mnóstwo mądrości, przewidywania, wyrachowania, bezwzględności i życiowego doświadczenia. On wie, co ma robić w ringu. Inna sprawa, że się boję o kolejne przełożenie igrzysk. To byłoby z wielką stratą dla Masternaka.

Krzysztof Kosedowski zwrócił uwagę także na uznawanego za duży talent 21-letniego Durkacza oraz utytułowanego 27-letniego Polskiego, brązowego medalistę Igrzysk Europejskich 2015 i mistrzostw Europy 2017. Do niedawna jeszcze rywalizowali o miejsce w kadrze w wadze 64 kg, ale po zmianie limitów Durkacz występuje w kategorii 63 kg, a Polski w 69 kg. W jednej wadze na igrzyska może pojechać tylko jeden bokser z danego kraju.

- Niestety, biednemu zawsze wiatr w oczy. Wielka szkoda, że mając tak niewielką grupę pięściarzy gotowych na międzynarodowe walki, musimy decydować się na zmianę kategorii przez jednego z nich. Ale takie są regulaminy bokserskie. Z jednej strony jest Durkacz, odważny, fajny i sprytny chłopak, który ma niekonwencjonalny styl i smykałkę do pięściarstwa, bawiący się tym sportem, a z drugiej bardzo doświadczony, zdolny i pracowity Polski. Mam nadzieję, że obaj wywalczą olimpijski awans – powiedział srebrny medalista ME w 1981 roku w Tampere.

Polski boks czeka na olimpijski medal od 28 lat., tj. od igrzysk w Barcelonie, gdzie brąz wywalczył Wojciech Bartnik. - Od lat o tym mówi się, ale to prawda – w boksie trzeba być dobrze przygotowanym, ale i mieć szczęście, najpierw w losowaniu. Bo jeśli trafi się na kogoś z faworytów, to i świetna dyspozycja może nie pomóc. Nie ma znaczenia, czy pojechałoby na olimpiadę jeden, dwóch, trzech czy czterech naszych pięściarzy. Każdy z nich musi mieć to szczęście przy sobie“ – uważa Krzysztof Kosedowski, jeden z pięciu polskich medalistów IO w 1980 roku. Po srebro sięgnął Paweł Skrzecz (81 kg), a po brąz Kosedowski (57 kg), Kazimierz Adach (60 kg), Kazimierz Szczerba (67 kg) i Jerzy Rybicki (75 kg), mistrz olimpijski z Montrealu.

Pracujący jako trener Krzysztof Kosedowski w tym roku (12 grudnia) skończy 60 lat. Sylwetki i zdrowia mogłoby mu pozazdrościć wielu młodszych ludzi.

„W czasie pandemii koronawirusa nie prowadzę zajęć bokserskich, ale od zawsze dbam o siebie, biegając kilka razy w tygodniu. Moim sąsiadem i przyjacielem jest Jan Marchewka, były mistrz i wicemistrz Polski na 10 000 m, dlatego mam fachową pomoc szkoleniową. W poprzednich tygodniach biegałem po chodnikach ulic, mijali mnie policjanci i strażnicy miejscy, ale nikt nie zatrzymywał do żadnej kontroli. A teraz mogę już biegać po Parku Skaryszewskim“ – zakończył.

Korzystając z naszej strony, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies . Zaktualizowaliśmy naszą politykę przetwarzania danych osobowych (RODO). Więcej o samym RODO dowiesz się tutaj.