Miaki.jpg

- W maju planowane były Mistrzostwa Europy w Budvie, a w listopadzie Mistrzostwa Świata w Kielcach. Koronawirus wszystkim pokrzyżował plany mistrzowskie. Mam nadzieję, że władze AIBA zgodzą się na MŚ z udziałem kończącego wiek juniora rocznika 2002 – mówi Krzysztof Miałki, trener reprezentacji Polski Juniorów.

MŚ w Kielcach, o które bardzo zabiegał prezes Polskiego Związku Bokserskiego Grzegorz Nowaczek, mogą się odbyć prawdopodobnie dopiero wiosną 2021 roku. Powodem jest koronawirus.

- Mam nadzieję, że AIBA – mimo że to będzie już nowy sezon - dopuści do udziału w zawodach trzy roczniki, w tym kończących w tym roku wieku juniora bokserów urodzonych w 2002 roku. To byłoby sprawiedliwe i z duchem sportu. W naszej kadrze nie brakuje chłopaków, którzy pomagali innym kolegom w przygotowaniach do ubiegłorocznych ME i mieli uzasadnione nadzieje, że w tym sezonie powalczą w ME i MŚ. Tymczasem wirus sprawił, że od wielu tygodni nie ma zgrupowań, turniejów itd. Uważam, że ci pięściarze powinni dostać swoją szansę i dla nich końcem wieku juniora mogłyby być Mistrzostwa Świata w Kielcach – powiedział trener Krzysztof Miałki.

Zdaniem doświadczonego szkoleniowca decyzja AIBA przychylna zawodnikom z 2002 rocznika podziałałby bardzo motywująco na przyszłych seniorów i zostaliby w boksie olimpijskim. A tak być może część z nich zniechęci się do sportu wyczynowego.

- Mamy w kadrze juniorskich pięściarzy z aspiracjami do medali w wielkich imprezach międzynarodowych. Zresztą już na turniejach zagranicznych pokazali, że mogą dobrze boksować. Trenerzy z innych państw pytali mnie i chwalili niektórych chłopaków. Poza tym chcą do nas przyjeżdżać na wspólne zgrupowania i nas zapraszają do siebie. Bardzo potrzebujemy sukcesów w młodzieżowym boksie mężczyzn. Dlatego nie odbierajmy chęci i nadziei tym chłopakom – dodał trener kadry Biało-Czerwonych.

Reprezentacja juniorów tuż przed wprowadzeniem pandemii koronawirusa uczestniczyła w XV International “Danas Pozniakas” Youth Boxing Tournament - Memoriale Danasa Pozniakasa w Wilnie.

- To był czas, kiedy już było głośno o koronawirusie. Na szczęście udało się przeprowadzić finały w małej sali i bez kibiców. Szczęśliwie wróciliśmy też do domów, to było chyba dzień przed wprowadzeniem obowiązkowej kwarantanny dla osób wracających z zagranicy. Sportowo byłem zadowolony z tego turnieju, Jakub Straszewski (91kg) zdobył srebrny medal, a brązowe wywalczyli Oliwier Zamojski (64kg), Igor Terlecki (75kg) oraz Jakub Domurad (+91kg) – mówił Krzysztof Miałki.

Polacy stoczyli na Litwie kilka bardzo trudnych pojedynków z reprezentantami Indii. – Okazało się, że ten ogromny azjatycki kraj ma bardzo dobrych juniorów. Początkowo byłem zły na naszego utalentowanego zawodnika Beniamina Zarzecznego za porażkę z Hindusem, ale jak potem zobaczyliśmy jak dalej boksuje w Memoriale, to już wiedzieliśmy, że przegrał z bardzo mocnym bokserem. Na pewno jaka cała reprezentacja pokazaliśmy się z niezłej strony, chociaż oczywiście tą perspektywiczną grupę czeka wiele pracy i wiele do poprawienia – powiedział trener.

Adamek.jpg

- Liczę, że Damian Durkacz z mojego dawnego klubu Concordii Knurów przełamie złą serię Polaków w olimpijskich turniejach bokserskich - mówi Tomasz Adamek, który zdobył brązowy medal Mistrzostw Europy w 1998 roku w boksie olimpijskim, a potem był zawodowym Mistrzem Świata.

W połowie marca w Londynie rozpoczęły się europejskie kwalifikacje do igrzysk w Tokio. Z powodu rozprzestrzeniającego się koronawirusa bardzo szybko zostały przerwane i jeszcze nie wiadomo, kiedy zostaną dokończone. Japońską olimpiadę przełożono na 2021 rok.
 
- Rozmawiałem z jednym z moich trenerów z lat 90. Ireneuszem Przywarą, który opowiadał o Damianie Durkaczu. To dobry chłopak, który ma talent i papiery do boksu. Mam nadzieję, że jemu i innym naszym pięściarzom uda się zakwalifikować na igrzyska. Liczę też, że to może właśnie Durkacz przełamie złą serię Polaków w olimpijskich turniejach – stwierdził mieszkający w Stanach Zjednoczonych Tomasz Adamek.
 
Były zawodowy mistrz świata kategorii półciężkiej i junior ciężkiej uważa, że medal wielkiej imprezy wcale nie musi być “przepustką” do kariery profesjonalnej.
 
- W moim przypadku tak faktycznie było, ale to nie jest regułą. Najważniejsze są chęci do ciężkiej pracy i dobry codzienny trening w mocnej grupie. Podczas mistrzostw Europy w Mińsku w 1998 roku wygrałem dwie walki, a w półfinale zmierzyłem się z mistrzem świata Aleksandrem Lebziakiem. To był świetny bokser, późniejszy mistrz olimpijski. Przegrałem wtedy z dużo lepszym od siebie rywalem i zrozumiałem, że trzeba dalej się rozwijać, zasuwać na treningach, bo innej drogi nie ma. Potem jeszcze wyjechałem do Ameryki i zacząłem odnosić wielkie sukcesy – powiedział Tomasz Adamek.
 
Pochodzący z Gilowic w powiecie żywieckim Tomasz “Góral” Adamek to jeden z najwybitniejszych współczesnych polskich pięściarzy. Szerszej publiczności dał się poznać ćwierć wieku temu, kiedy w Płońsku – jako zawodnik KS Jastrzębie - wygrał mistrzostwa Polski w wadze 75 kg. Ten sukces powtórzył w 1996 roku w Świdnicy. W sezonie 1997 we Włocławku przegrał finał kategorii 81 kg z późniejszym kolegą klubowym z Concordii Józefem Gilewskim. Amatorskie boksowanie w MP zakończył w 1998 roku brązowym medalem; półfinał oddał walkowerem.
 
- Mnie się na Igrzyska nie udało pojechać, ale jak mówiłem trzymam kciuki za obecne pokolenie. Może Durkacz, który ma smykałkę do tego sportu, dołączy do listy polskich medalistów w boksie, którą od 1992 roku zamyka Wojtek Bartnik. Daj Boże, aby tak się stało. Z Wojtkiem mam kontakt do dziś, tak jak z Józkiem Gilewskim, Mariuszem Cendrowskim, Maćkiem Zeganem, Darkiem Snarskim i innymi kolegami. Szkoda, że Gilewski, którego uważam za bardzo porządnego człowieka, nie spróbował sił na ringach profesjonalnych – przyznał.
 
Tomasz Adamek zwrócił uwagę także na byłego mistrza Europy zawodowców Mateusza Masternaka, który wygrał pierwszy pojedynek w olimpijskich kwalifikacjach w Londynie. - Mateuszowi też życzę powodzenia, chociaż z pewnością będzie mu ciężko w wieku 33 lat. Boks amatorski to zaledwie trzy rundy po trzy minuty. W takich walkach trzeba bazować na szybkości, to dobre dla młodych zawodników. Ale z pewnością ma duże umiejętności i doświadczenie, dobrą technikę, więc może się uda.
Buczynski.jpg

- Młodzi ludzie garną się do boksu, chcą się go uczyć, trenować. Najważniejsze jest, by mieli możliwość startów. Jestem optymistą, wierzę, że w naszym boksie olimpijskim będzie jeszcze dobrze – mówi Ludwik Buczyński, były trener kadry narodowej, który współpracuje z Polskim Związkiem Bokserskim.

Europejskie kwalifikacje w Londynie zostały przerwane. Wciąż nie wiadomo, kiedy turniej zostanie dokończony. Biało-Czerwoni walczą o awans na Igrzyska i pierwszy medal olimpijski od 1992 roku - w Barcelonie brąz zdobył Wojciech Bartnik.

- Trzeba być dobrej myśli. Jestem optymistą, liczę, że przyjdzie dzień, kiedy ta nasza młodzież ruszy, odniesie sukcesy. Zobaczymy, co będzie za rok na Igrzyskach. Liczę na to, że z dobrej strony pokaże się młody Damian Durkacz, że po powrocie do amatorstwa kadrę wesprze Mateusz Masternak – powiedział Ludwik Buczyński.

Zaznaczył, że sukcesy na dużych imprezach ułatwiają podpisanie dobrych kontraktów zawodowych. - Aby odnieść sukces w boksie trzeba mieć serce do walki i dużo startów, sparingów. Kiedy byłem selekcjonerem, zawodnicy cały czas byli w rytmie meczowym. Kończył się jeden turniej, za miesiąc był kolejny. W ich trakcie poza walkami były też sparingi z bokserami, którzy przegrali walki w zawodach – przyznał Ludwik Buczyński, który do boksu trafił w wieku 14 lat - został zawodnikiem Pogoni Szczecin.

Prowadził reprezentację seniorów w latach 2001-2008, pracował w pięciu klubach ligowych, kiedy rozgrywki ligowe przyciągały tłumy do hal. Obecnie współpracuje z PZB, dzieląc się swym doświadczeniem z innymi trenerami oraz zawodnikami.

Podkreślił, że z racji sporej liczby zawodników trenujących w klubach  planowane były mecze zespołów z poszczególnych regionów. Na przeszkodzie stanęła jednak pandemia koronawirusa.

- Ostatnio ćwiczyliśmy w grupach na dworze, w poniedziałek weszliśmy po przerwie do sali. Najmłodsi chłopcy mają po 10 lat. Chcą się na razie nauczyć boksu, odpowiedniej pozycji, techniki. Co przyniesie przyszłość – zobaczymy.  Chciałbym, żeby jak najwięcej startowali – powiedział trener Górnika Sosnowiec.

Jego zdaniem młodzi zawodnicy muszą mieć perspektywę rywalizacji także po wejściu w dorosłość. - Kiedyś w lidze kibiców przychodziło na mecze mnóstwo. Mówiło się, że jak wygramy – szczególnie u siebie – to kopalnia będzie fedrowała. Było ustalanie składu na każdy mecz w sztabie trenerów. Pokonaliśmy na przykład w Sosnowcu Legię Warszawa, w której wtedy boksował Andrzej Gołota – wspominał.

Występował też w Stali Stocznia Szczecin. Jako junior wystąpił w meczu reprezentacji z Węgrami (1969). Po zakończeniu kariery zawodniczej trenował szczecińską Stal w drugiej, a potem pierwszej lidze. W połowie lat 80-ych przeniósł się na południe kraju, szkoląc bokserów Górnika Knurów, Carbo Gliwice, Górnika Sosnowiec, Walki Makoszowy Zabrze. Podczas jego pracy z kadrą Aleksy Kuziemski wywalczył brązowy medal MŚ, inni podopieczni zdobyli cztery medale mistrzostw Europy oraz 24 mistrzostw Unii Europejskiej. Pięciu pięściarzy walczyło w igrzyskach olimpijskich.

Karolina_Michalczuk__kadra.jpg

Nie ma jeszcze sprecyzowanych terminów i szczegółowych planów dalszego toku przygotowań do kwalifikacji olimpijskich pięściarek, ale trenerka kadry narodowej Karolina Michalczuk cały czas utrzymuje kontakt ze swoimi podopiecznymi, a z niektórymi pracuje nawet bezpośrednio.

- Do mojej rodzinnej miejscowości Piaski na Lubelszczyźnie kilka dni temu przyjechały Karolina Koszewska (z dziećmi), Elżbieta Wójcik, Agata Kaczmarska oraz Aleksandra Smuklerz i dzięki temu mają one możliwość odbywania indywidualnych treningów ze mną bądź trenerem Władysławem Maciejewskim, który cały czas mnie bardzo wspiera. Karolina i Ela wchodzące w skład Suzuki Team swój przyjazd zawdzięczają sponsorowi, za co dziękujemy. Fizycznie dziewczyny są w dobrej dyspozycji i widać, że w tym ostatnim okresie nie próżnowały, mając świadomość ciągłej pracy nad sobą. Chciałabym, jeśli będzie taka możliwość, już w połowie czerwca rozpocząć zgrupowanie w zakopiańskim Centralnym Ośrodku Sportu, by ćwiczyć w normalnych warunkach na pełnych obrotach - mówi Karolina Michalczuk.

W połowie marca w Copper Box w Londynie rozpoczął się europejski turniej kwalifikacyjny, w którym pięć polskich pięściarek walczyło o prawo startu w Tokio. Po pierwszych walkach grupa zadaniowa ds. boksu Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (BTF) z powodu pandemii koronawirusa zdecydowała o zawieszeniu zarówno europejskich, jak i równolegle rozgrywanych amerykańskich kwalifikacji. Do tego momentu swoje pierwsze i to zdecydowanie wygrane walki zdążyły stoczyć cztery zawodniczki. Sandra Drabik w kat. 51 kg pokonała utytułowaną Ukrainkę Tetianę Kob 5:0, Sandra Kruk (57 kg) w takim samym stosunku wygrała z Greczynką Pleą Foteini, Aneta Rygielska (60 kg) z Rumunką Cristiną-Paulą Cosma, a Karolina Koszewska nie dała szans Norweżce Madeleine Angelsen.

Po odbytych walkach wiadomo, że Sandrze Drabik i Karolinie Koszewskiej brakuje po jednym zwycięstwie, by zakwalifikować się do olimpijskich zmagań. Drabik w ćwierćfinale zmierzy się z Brytyjką Charley-Sian Davison, a Koszewska z Niemką Nadine Apetz. W przypadku ewentualnej porażki pozostaną jeszcze szanse w barażach, bo z kategorii 51 kg awansuje sześć, a z 69 kg pięć najlepszych zawodniczek.

 
Po dwie wygrane od wywalczenia olimpijskich "paszportów" dzielą pozostałe zawodniczki. Przeciwniczką Kruk w pierwszej walce będzie mająca w swoim dorobku tytuły mistrzyni świata i Europy Bułgarka Stanimira Patrowa, Rygielskiej mistrzyni świata sprzed dwóch lat Kellie Harrington z Irlandii, natomiast Elżbieta Wójcik (kat. 75 kg), która nie miała okazji zaprezentowania się w Londynie, zmierzy się z Anjur Rzajewą z Azerbejdżanu. Nie wiadomo jeszcze, kiedy europejski turniej kwalifikacyjny będzie dokończony.
Kadeci_-_kadra.jpg

- Żałuję, że w 2001 roku nie zostałem mistrzem świata. Może to uda się moim synom albo podopiecznym z reprezentacji kadetów – mówi 8-krotny z rzędu Mistrz Polski Seniorów Krzysztof Szot, wychowanek jedynego polskiego Mistrza Świata amatorów Henryka Średnickiego.

Krzysztof Szot pochodzi z miejscowości Postęp w gminie Koziegłowy (województwo śląskie), a pięściarstwa uczył się w LKS Myszków pod okiem Henryka Średnickiego. Jego wyuczony zawód to rzeźnik, stąd łączenie sportu z pracą w masarni.

- Życie nigdy mnie nie rozpieszczało, w wieku 16 lat nie miałem już rodziców. Najpierw zmarł ojciec, który w naszej miejscowości został uderzony butelką w głowę, przyjechał zakrwawiony do domu, położył się spać i już się nie obudził. Mama pracowała po 12 godzin dziennie u prywaciarza przy butach, ale i tak ledwo wiązaliśmy koniec z końcem. Dwa dni przed wigilią została śmiertelnie potrącona przez samochód. Nas, troje dzieci, wzięła do siebie kochana babcia i wychowała na dobrych ludzi. Dziś jestem szczęściarzem, mam dom, a w nim kochaną żonę i dzieciaki, wszyscy są zdrowi, a ja pracuję jako trener reprezentacji Polski kadetów – stwierdził.

Od 2000 do 2007 roku był nieprzerwanie mistrzem kraju seniorów, zdobywając pięć tytułów w kategorii piórkowej (57 kg) i trzy w lekkiej (60 kg).

- W tym czasie nie przegrałem z nikim z rodaków, a za rywali w finałowych walkach miałem dobrych zawodników, jak brązowi medaliści mistrzostw Europy Andrzej Liczik i Marcin Łęgowski. Wygrywałem z wieloma świetnymi rodakami, na czele z byłym wicemistrzem świata i kontynentu Robertem Cibą. Zwyciężałem także cztery razy w mocno obsadzonym turnieju im. Feliksa Stamma – przyznał Krzysztof Szot.

Nigdy nie powiodło mu się w mistrzowskich imprezach międzynarodowych, nie zakwalifikował się także na igrzyska, chociaż miał na koncie zwycięstwo m.in. nad dwukrotnym mistrzem olimpijskim (2004, 2008) Rosjaninem Alesiejem Tiszczenko podczas Memoriału Stamma.

- Żałuję, że w 2001 roku nie zostałem mistrzem świata, bo wtedy moja kariera na ringach olimpijskich inaczej by się potoczyła. A tak mówiło się, że jestem dobrym bokserem, więc może powiedzie się za rok, może za dwa… Wtedy w Belfaście wygrałem z mistrzem Europy juniorów Ukraińcem Jewgienijem Kibaliukiem i Grekiem Borisem Georgadisem, a o medal przegrałem z najsłabszym z przeciwników Szwedem Majidem Jelilim. Po każdym poprzednim pojedynku zbijałem po 3 kg do limitu 57 kg i w końcu organizm poczuł się chyba zbytnio eksploatowany. Mnie się nie udało, ale może wielkie sukcesy osiągną moim synowie albo podopieczni z reprezentacji kadetów – ocenił pięściarz, który ma na koncie 3 medale Mistrzostw Unii Europejskiej.

Od ponad roku prowadzi kadrę narodową, początkowo miał zawodników z roczników 2003 i 2004, a od tego sezonu zostali ci drudzy i urodzeni w 2005 roku. W opinii ekspertów, bardzo dobrze zapowiadającym się bokserem jest 16-letni Oliwier. Z kolei Oskar ma dopiero 13 lat.

- Obiektywnie patrząc, ja miałem takie umiejętności jak Oliwier kilka lat później. Już teraz nie miałbym szans z nim w walce sparingowej. Cieszy mnie, że jest uznawany za najlepszego obecnie polskiego kadeta bez podziału na kategorie wagowe. Szkoda byłoby, gdyby w tym roku z powodu koronawirusa nie odbyły się mistrzostwa Europt w jego grupie wiekowej. A co do oceny Oskara, na razie się wstrzymam, jest młodszy o trzy lata od Oliwiera, czasem ciężko go zaciągnąć na trening, a jak już przyjdzie to daje z siebie wszystko i też widać, że ma talent. Poza tym, co istotne, oni mają lepsze warunki, jak mówiłem ja jako dzieciak straciłem rodziców i brakowało perspektyw na dorosłe życie – podkreślił.

W reprezentacji Biało-Czerwonych z Krzysztofem Szotem współpracuje m.in. Ludwik Buczyński, który był jego szkoleniowcem w seniorskiej kadrze narodowej na początku tego stulecia.

- Chciałbym wraz z całym Polskim Związkiem Bokserskim dźwignąć nasz ukochany sport. Marzy mi się złoty medal na olimpiadzie któregoś z chłopaków mających dziś po 15-17 lat. Naszemu pięściarstwu potrzebne jest taki idol, jakim był i jest Adam Małysz w skokach narciarskich – podsumował trener.

Chudecki.jpg

- Mateusz Masternak ma największe szanse w olimpijskich kwalifikacjach, ponieważ jest silny, zdrowy i posiada największe doświadczenie, ale trzymam kciuki za wszystkich – mówi Michał Chudecki 4-krotny Mistrz Polski Seniorów, jako zawodowiec sparował m.in. z Floydem Mayweatherem Jr.

Pochodzący z Wielkopolski Michał Chudecki, wychowanek Warty Śrem, a potem bokser Olimpii Poznań i PKB Poznań, tytuły seniorskie zdobywał w 2008, 2009, 2010 i 2011 roku (w wadze piórkowej i lekkiej). Za każdym razem był dodatkowo wyróżniany nagrodą – 2 razy dla najlepszego zawodnika oraz 2-krotnie dla najlepiej wyszkolonego technicznie pięściarza. Z Mateuszem Masternakiem razem boksowali w 2006 roku w Poznaniu i obaj zdobyli wtedy tytuły wicemistrzowskie.

- Mateusz Masternak jest ode mnie rok młodszy. Czy ja spróbowałbym sił ponownie w boksie olimpijskim? Z jednej strony fajna sprawa, a z drugiej miałem już swoją szansę, której  sumie nie wykorzystałem. Więc nie będę zajmował miejsca młodszym, poza tym nie było żadnych takich rozmów – powiedział Michał Chudecki, który na ringach olimpijskich mógłby rywalizować w kategorii 63kg lub 69kg.

Dwa miesiące temu reprezentanci Biało-Czerwonych uczestniczyli w europejskim turnieju kwalifikacyjnym do Igrzysk Olimpijskich. Z powodu rozprzestrzeniającego się koronawirusa zawody w Wielkiej Brytanii zostały przerwane po 3 dniach i na razie nie wiadomo, kiedy zostaną dokończone. Igrzyska w Tokio zostały przesunięte na 2021 rok.

- Obserwuję poczynania chłopaków, widzę co się dzieje w obecnej kadrze narodowej. Każdy z reprezentantów ma jakąś szansę na wywalczenie kwalifikacji, ale uważam, że Mateusz Masternak (RUSHH Kielce) ma największą. Posiada największe doświadczenie, jest silny i ma zdrowie. Trzymam kciuki za wszystkich i kibicuję im, chciałbym aby kilku Polaków pojechało do Japonii na Igrzyska – przyznał Michał Chudecki.

Poznański bokser uczestniczył w Mistrzostwach Świata i Europy, zdobywał brązowe medale Mistrzostw Unii Europejskiej. Potem jak inni zawodnicy jego pokolenia nie zdobył awansu na Olimpiadę. Jak widzi szanse byłego Mistrza Europy zawodowców Mateusza Masternaka w walkach 3-rundowych?

- Boks olimpijski jest szybszy, porównując do boksu zawodowego, ale myślę, że da radę, zresztą póki co nieźle mu idzie. A jeśli o mnie chodzi, to kwestia odpowiedniego przygotowania, kilka sparingów z chłopakami z boksu olimpijskiego, abym mógł się znowu wdrożyć. Sądzę, że nie byłoby problemu – zaznaczył doświadczony bokser, który toczył pojedynki m.in. w Stanach Zjednoczonych i trenował tam np. z takimi bokserami jak wspomniany Floyd Mayweather Jr. oraz Zab Judah, Danny Garcia, Rances Barthelemy, Jorge Linares, Yuriorkis Gamboa i wielu innych.

Parada.jpg

W kategorii kadetek Daria Parada (75 kg) zdobyła najpierw brązowy, a potem złoty medal Mistrzostw Europy. W pierwszym sezonie w juniorkach była blisko podium ME. Tegoroczny sezon został przerwany z powodu pandemii koronawirusa, ale reprezentantka Polski ma nadzieję na sukcesy w Mistrzostwach Świata i Europy w drugiej połowie 2020 roku.

- Postawiłam sobie za cel osiągnięcie sukcesów w obydwu międzynarodowych imprezach mistrzowskich i mam nadzieję – jeśli ustabilizuje się sytuacja z koronawirusem – turnieje się odbędą, a ja powalczę o medale – mówi zawodniczka BKS Skorpion Szczecin.

W pierwszym sezonie w kadetkach, w 2017 roku, wystartowała w ME w Sofii w wadze 80 kg. W walce o finał przegrała z Turczynką Seną Erdogan. Rok później w rosyjskiej Anapie w półfinale kat. 75 kg pokonała inną pięściarkę z Turcji Duygu Ozturk, a w pojedynku o złoto wygrał z Rosjanką Margaritą Zuyevą.

W 2019 roku Daria Parada wystąpiła w 5 międzynarodowych turniejach - 3 z nich wygrała, a ponadto zajmowała 2 i 3 miejsce. – W ćwierćfinale ME Juniorek uległam w Sofii w ocenie sędziów Francuzce Tallyi Brillaux. Do tej pory uważam, że ten werdykt był niesłuszny. Byłam wtedy w dobrej formie i mogłam zostać mistrzynią kontynentu – powiedziała szczecinianka. Jej przeciwniczka z Francji do srebra MŚJ i brązu MEJ dołożyła wtedy kolejny brązowy krążek.

- Czasami jeszcze wracam wspomnieniami do startów w drugim roku kadetek i do zwycięskich Mistrzostw Europy, aczkolwiek staram się skupić bardziej na celach, które mam przed sobą. Pierwszy rok w wieku juniorki był dosyć ciężki, z kadrą narodową nie miałyśmy dużo odpoczynku, ponieważ Mistrzostwa Europy odbywały się we wrześniu i byłyśmy cały czas w treningach i bardzo dużo wyjeżdżałyśmy w okresie czerwiec-wrzesień. Tamten rok dał mi też dużo doświadczenia – przyznała uczennica 2 klasy Centrum Mistrzostwa Sportowego w Szczecinie.

W okresie pandemii koronawirusa Daria Parada trenowała najpierw indywidualnie, a obecnie w małych grupach w BKS Skorpion.

- Początkowo nie miałam dostępu do żadnego sprzętu, oprócz gum oporowych, które zamówiłam specjalnie w trakcie trwania pandemii. Byłam w stałym kontakcie z trenerami klubowymi oraz trenerem kadry i trenerem przygotowania motorycznego. Ćwiczyłam z masą własnego ciała, biegałam i wykonywałam treningi z gumami. W zeszłym tygodniu rozpoczęliśmy treningi w małych grupach i pracujemy na boisku szkolnym albo w parku – przyznała.

1rekawice.jpg

- Chylę czoła przed Mateuszem Masternakiem za wyniki wśród zawodowców i wierzę w jego sukcesy na olimpijskich ringach. Zaciekawił mnie także młody Damian Durkacz – mówi Mirosław Nowosada, jeden z najlepszych polskich bokserów pierwszej dekady tego wieku.

Pięściarz z Białegostoku już dawno zakończył karierę, ale cały czas interesuje się boksem olimpijskim i śledzi poczynania kadry narodowej.

- Chylę czoła przed Mateuszem Masternakiem za wyniki wśród zawodowców i wierzę w jego sukcesy na olimpijskich ringach. Raz z nim sparowałem, jest ode mnie dziewięć lat młodszy, dlatego to była krótka potyczka na moją korzyść. Później wspaniale się rozwinął, a jak będzie w kwalifikacjach olimpijskich? Ma dużą muskulaturę, wolno się rozkręca, więc dodatkowy rok do igrzysk może być z korzyścią dla niego w walkach trzy razy trzy minuty. Ja też uwielbiałem strategiczne rozgrywanie walk, a miałem jeszcze gorzej, gdyż rundy były dwuminutowe. W takim czasie trzeba się prać z rywalem, nie ma czasu na odrabianie strat itd. - powiedział Mirosław Nowosada, który był 7 razy Mistrzem Polski Seniorów.

Były reprezentant Biało-Czerwonych bardzo pochlebnie wypowiadał się nie tylko o walczącym w RUSHH Kielce Mateuszu Masternaku, ale także o Damianie Durkaczu z Concordii Knurów.

- Zaciekawił mnie także młody Damian Durkacz, którego widziałem na turnieju Stamma. Bardzo ładnie walczył i sądzę, że ma duże szanse na Tokio. Jeszcze zdobędzie doświadczenia, poza tym co istotne kwalifikacje organizuje Międzynarodowy Komitet Olimpijski, co może mieć wpływ na sprawiedliwsze sędziowanie. Na pewno będę trzymał kciuki za wszystkich chłopaków, bo medal olimpijski przydałby się boksowi – przyznał Mirosław Nowosada, który 4 razy z rzędu, w latach 1999-2002, wygrywał turniej im. Feliksa Stamma.

Na krajowych i międzynarodowych ringach białostoczanin toczył zacięte boje z medalistami olimpijskimi oraz Mistrzostw Świata i Europy. - Tych nazwisk wielkich pięściarzy było mnóstwo, m.in. złoty medalista igrzysk w Atenach i najlepszy technik greckich zawodów Bachtiar Artajew, wicemistrz olimpijski z Sydney i były mistrz świata Marian Simion oraz Adnan Catic znany pod nazwiskiem Felix Sturm. Z nimi przegrywałem, ale wygrałem np. Jackiem Badou, Sebastianem Żbikiem – oni byli mistrzami świata wśród profesjonalistów. Pokonałem także Jeana Pascala, który obecnie jest zawodowym czempionem.

Mirosławowi Nowosadzie nigdy jednak nie udało się stanąć na podium MŚ czy ME, nie pojechał również na igrzyska olimpijskie, chociaż walczył o wyjazd do Sydney, Aten i Pekinu.

- Chyba miałem pecha, jeśli chodzi o największe imprezy. Zaczęło się od MŚ juniorów na Kubie, gdzie po bardzo długiej podróży dolecieliśmy w środku nocy, rano było ważenie, a w godzinach popołudniowych walka. Wygrałem ten pojedynek, ale odpadłem w następnej rundzie. W seniorach też nie osiągnąłem wielkich sukcesów, a jeśli chodzi o kwalifikacje olimpijskie nigdy nie byłem w dobrej formie. Przed Sydney walczyłem o miejsce w kadrze z Robertem Gortatem, ale żaden z nas nie zdobył kwalifikacji (startował w Sewastopolu i Tampere). Przed Atenami trener Ludwik Buczyński proponował mi wybór 69 kg lub 75 kg, ale wtedy popełniłem błąd i zdecydowałem się na niższą kategorię (wystąpił w Płowdiw i Baku) – przyznał.

Po raz ostatni walczył o IO w Pekinie. W zawodach kwalifikacyjnych w Atenach odpadł w pierwszej rundzie. - Trzy tygodnie wcześniej dotarłem do finału turnieju Stamma, w którym przegrałem ze świetnym Rosjaninem Matwiejem Korobowem. Po zawodach w Warszawie musiałem poddać się laserowemu zabiegowi oka, potem miałem przerwę w treningach i niestety znów się nie udało pojechać na igrzyska. Widocznie nie było mi to pisane.

Korzystając z naszej strony, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies . Zaktualizowaliśmy naszą politykę przetwarzania danych osobowych (RODO). Więcej o samym RODO dowiesz się tutaj.