Dagmara_Kaliszan.jpg

- Koronawirus dość mocno pokrzyżował plany, odwołane zostały najważniejsze turnieje, ale wychodzę z założenia, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Uważam, że jestem lepszą zawodniczką niż przed pandemią – mówi Dagmara Kaliszan, Mistrzyni Polski Kadetek.

Pięściarka Szamotuły Boxing Team przebywa obecnie na zgrupowaniu kadry narodowej juniorek w Centralnym Ośrodku Sportu – Ośrodku Przygotowań Olimpijskich we Władysławowie.

- W ubiegłym roku zdobyłam tytuł Mistrzyni Polski Kadetek w kategorii do 66kg, a później zwyciężyłam w Pucharze Polski w wadze do 63kg. Planuję zejść do kategorii 60kg, ponieważ coraz cięższe treningi sprawiają, iż moja codzienna waga jest niższa niż wcześniej. Walcząc z zawodniczkami z kat. 60kg będę miała przewagę warunków fizycznych – powiedziała Dagmara Kaliszan.

W klubie w Szamotułach trenuje pod okiem Mariusza Koperskiego, 2-krotnego Mistrza Polski Seniorów w wadze lekkiej. Na obozie reprezentacji w COS-ie Dagmara Kaliszan pracowała przez ostatnie 10 dni ze sztabem szkoleniowym w składzie: Tomasz Dylak – trener główny, Adam Spiecha – trener współpracujący, Jakub Sawicki – trener przygotowania motorycznego, Klaudia Gęstwińska – fizjoterapeuta.

- Bardzo dobrze dogaduję się z trenerem Mariuszem Koperskim. To szkoleniowiec, który świetnie umie przekazać mi swoją wiedzę bokserską i podpala we mnie żar do tego sportu. Jako zawodniczka czuję w trenerze duże wsparcie, także poza salą treningową, co jest dla mnie bardzo istotne. Natomiast trener Tomasz Dylak jest szkoleniowcem, od którego uczę się innych akcji niż w klubie. Można powiedzieć, że dodaje do mojego stylu swoją cegiełkę, która przyda się w moim w dalszym rozwoju. W kadrze mamy bardzo dobry sztab, wszyscy jego członkowie starają się dbać o nas w każdym aspekcie czy to jest zdrowie, przygotowanie mentalne czy fizyczne – przyznała zawodniczka z Wielkopolski.

Dagmara Kaliszan zaczęła boksować 2,5 roku temu. Początki były trudne, bowiem przegrała kilka pierwszych walk. Ale nie zamierzała poddawać się czy rezygnować, uparcie dążyła do realizacji swych marzeń. I udało się – została Mistrzynią Polski Kadetek na ringu w Ostrowcu Świętokrzyskim.

- Od zawsze czułam zainteresowanie boksem, ale moi rodzice nie byli do tego przekonani. Zaczynając trenować, obiecałam sobie, że zadaniem minimum będzie zdobycie medalu Mistrzostw Polski. Początkowe porażki sprawiały, że byłam coraz bardziej zmotywowana. Nie mogłam odpuścić czegoś, co było dla mnie bardzo ważne. Przed eliminacjami do OOM 2019 nie miałam ani jednej wygranej, lecz trener powtarzał mi, że zdobędę tytuł mistrzowski. Na początku nie wierzyłam, ale z czasem to się zmieniło. Nie zniechęciłam się nawet po przegranej w pierwszych eliminacjach w Grudziądzu. Pojechałam na drugie do Gliwic i zwyciężyłam, co dało mi przepustkę na MP Kadetek – opowiadała.

W finale MP w Ostrowcu Dagmara Kaliszan zrewanżowała się Kindze Wiśniewskiej, z którą przegrała w półfinale eliminacji w Grudziądzu.

- Moją wizytówką w ringu jest niekonwencjonalny styl, który szlifujemy na treningach – dodała uczennica technikum logistycznego w Szamotułach.

Polski_1.jpg

- Jestem po wizycie lekarskiej i mam dobre informacje: kciuk zrasta się prawidłowo – mówi Mateusz Polski (69kg), jeden z liderów reprezentacji Biało-Czerwonych, który od kilku tygodni pauzuje z powodu złamania kciuka w prawej dłoni.

- Kontuzji doznałem tuż przed rozpoczęciem pierwszego zgrupowania naszej kadry narodowej w czasie pandemii koronawirusa. 12 czerwca miałem zabieg w szpitalu, a więc niebawem miną dwa miesiące. W poniedziałek miałem konsultację lekarską, podczas której usłyszałem, że palec zrasta się prawidłowo – powiedział pięściarz Klubu Bokserskiego Karlino.

Reprezentanci, trenowani przez Ukraińca Ivana Juszczenko, mają już za sobą obozy w Centralnych Ośrodkach Sportu. Kolejne zgrupowanie rozpocznie się za kilka dni w Zakopanem.

- Niedługo będę mógł zacząć uderzać prawą ręką. Póki co  wyprowadzam nią ciosy w walce z cieniem. Myślę, że treningi z drużyną narodową rozpocznę od września. Z trenerem Juszczenko jesteśmy cały czas w kontakcie. Zobaczymy, po tej przerwie spowodowanej wirusem, i dodatkowo mojej kontuzji, w jakiej będę dyspozycji – przyznał utytułowany bokser.

Ostatni pojedynek Mateusz Polski stoczył prawie 5 miesięcy temu. Z powodu urazu nie mógł wystąpić w świetnie zorganizowanej czerwcowej gali Suzuki Boxing Night II w Kielcach. To wspólna inicjatywa Polskiego Związku Bokserskiego i firmy Suzuki Motor Poland.

- Chciałbym jak najszybciej wrócić na ring, gdyż czuję głód walki i chęć rywalizacji. Nie boksowałem od turnieju kwalifikacyjnego w Londynie, przerwanego z powodu koronawirusa, i nie mogę się doczekać pierwszych starć – dodał pięściarz.

27-letni Mateusz Polski jest brązowym medalistą Igrzysk Europy w 2015 roku i Mistrzostw Europy w 2017 roku. Sukcesy odnosił w kategoriach 64kg. W grudniowych Mistrzostwach Polski w Opolu doszedł do finału wagi 64kg, w którym przegrał z Damianem Durkaczem. W kwalifikacjach olimpijskich zawodnik z Karlina wystartował w kategorii 69kg.

- Wiem co znaczy wracać po długiej przerwie i do tego wracać w dobrym stylu. W grudniu 2017 roku złamałem drugą kość śródręcza i wtedy miałem 10 miesięcy przerwy od boksu. Wróciłem silniejszy, głowa odpoczęła od boksu i byłem mocniejszy. Od razu wygrałem turniej w Norwegii – przypomniał Mateusz Polski.

Pod koniec października 2018 roku zwyciężył w zawodach Legacy Box Cup w Trondheim w Norwegii. W kategorii 69kg wygrał dwie walki przed czasem (rywale byli poddawani przez swych trenerów), z Aminem Srourem i Kevinem Groenlundem.

Pasy_XV1111.jpg

Gliwicki Uczniowski Klub Sportowy CARBO serdecznie zaprasza na XV Międzynarodowe Mistrzostwa Śląska Kobiet w Boksie, które odbędą się w Gliwicach w dniach 30.08-05.09.2020r.

Szczegółowe informacje, program zawodów oraz formularz zgłoszeniowy znajdują się w załącznikach poniżej. 

 

 

 

 

116341846_3313253648726345_1297830144547897432_o.jpg

- Już przy pierwszych startach zaprocentują wspólne treningi na zgrupowaniach z juniorami – mówi Krzysztof Szot, trener reprezentacji kadetów. W piątek zakończył się obóz młodych pięściarzy w Centralnym Ośrodku Sportu – Ośrodku Przygotowań Olimpijskich w Giżycku.

Z kadry narodowej kadetów trenowało 12 zawodników – Nikolas Pawlik 46kg, Nikodem Szafarz 50kg, Artur Proksa 52kg, Jacek Targiel 54kg, Bartłomiej Rośkowicz 57kg, Ivan Kucherenko 57kg, Oliwier Szot 60kg, Oskar Rybaczyk 60kg, Damian Hofman 63kg, Dominik Przywara 63kg, Patryk Borucki 75kg, Olaf Pera +80kg.

- Obóz oceniam za bardzo udany, plan został wykonany. Jestem zadowolony także dlatego, że chłopaki ciężko trenowali, a obyło się bez kontuzji – powiedział Krzysztof Szot, który współpracuje w reprezentacji z Ludwikiem Buczyńskim, swym trenerem sprzed lat w drużynie narodowej Biało-Czerwonych.

W Giżycku, tak jak na wcześniejszym zgrupowaniu, kadeci ćwiczyli razem z kadrą juniorów prowadzoną przez selekcjonera Krzysztofa Miałkiego i trenerów współpracujących z PZB Dariuszem Kochanowskim i Cezarym Rzepnickim.

- Współpraca z kadrą juniorów była na pewno bardzo owocna. Chłopaki mieli możliwość poćwiczyć technikę z większą liczbą zawodników, a co za tym idzie z różnymi stylami walki. Jestem przekonany, że wspólna praca będzie procentowała już przy najbliższym starcie. Sparingi były bardzo zacięte i pomimo różnicy wieku 2 lat moi kadeci starali się boksować jak równy z równym z juniorami – dodał ćwierćfinalista Mistrzostw Świata i Europy.

Ze względów osobistych do Giżycka nie mogli przyjechać m.in.: Wiktor Kaźmierczak 60kg i Tobiasz Zarzeczny 70kg. Obaj są w składzie na kolejny obóz, zaplanowany od 17 do 27 sierpnia w COS-ie w Wałczu.

- Mam nadzieję, że sytuacja związana z koronawirusem pozwoli na przeprowadzanie zawodów krajowych i międzynarodowych. We wrześniu chcemy wziąć udział w turnieju w Serbii, a w październiku w Czechach – przyznał trener Krzysztof Szot.

Koszewska_-_SBN_II1.jpg

- Mamy mocną kadrę narodową, a mnie dodatkowo cieszy zacięta rywalizacja w wyższych kategoriach wagowych – mówi Karolina Koszewska (-69kg), Mistrzyni Igrzysk Europy 2019 w Mińsku na Białorusi.

Reprezentantki Polski pod wodzą trenerki Karoliny Michalczuk i trenera współpracującego z PZB Władysława Maciejewskiego rozpoczęły zgrupowanie w Centralnym Ośrodku Sportu w Giżycku. Obóz potrwa do 7 sierpnia. Wśród powołanych zawodniczek jest najbardziej doświadczona i utytułowana Karolina Koszewska (Żoliborska Szkoła Boksu Warszawa).

- To nasze kolejne zgrupowanie w czasie pandemii koronawirusa, ale ja nie muszę się specjalnie motywować do ciężkiej pracy, ponieważ kocham to co robię. Bez względu na to czy będą Igrzyska czy nie, czy ja w nich wystartuję czy nie, i tak bym trenowała boks – powiedziała złota, srebrna i brązowa medalistka Mistrzostw Europy.

Poza Karoliną Koszewską, w kategoriach wagowych -69kg – 75kg są jeszcze cztery zawodniczki: Natalia Marczykowska, Natalia Barbusińska, Agata Kaczmarka i utytułowana Elżbieta Wójcik.

- Uważam, że każda z nich jest wyjątkowa i inna, wszystkie są bardzo ambitne i pracowite. Stać te dziewczyny na sukcesy w pięściarstwie. W ogóle uważam, że nasza kadra narodowa jest mocna i żadna z dziewczyn nie wymięka i nie odpuszcza. Trenerka Karolina Michalczuk nam po prostu na to nie pozwala, motywuje nas cały czas do ciężkiej pracy. Bardzo się cieszę, że teraz jest więcej zawodniczek w wyższych wagach, dzięki temu mam z kim trenować na wysokim poziomie – przyznała Karolina Koszewska.

Zawodniczka z Warszawy podkreśliła, że lubi trenować we wszystkich Centralnych Ośrodkach Sportu – Ośrodkach Przygotowań Olimpijskich.

- Lubię zmieniać i za każdym razem być w innym. Chciałabym jeszcze przygotowywać się w Spale i w Szczyrku. W obozie w Giżycku po raz pierwszy uczestniczyłam w treningu kajakarskim. Było to dla mnie nowe doświadczenie i nie ukrywam, że bardzo trudne. Ale myślę, że taki trening to dobre urozmaicenie szkolenia bokserskiego, tym bardziej, że pierwsze starty we wrześniu. Pływaliśmy na kajakach dwuosobowych, ale pojedynczo. W Giżycku byli też reprezentanci Polski w zapasach i judo i oni także pływali kajakami – opowiadała znakomita zawodniczka.

Brach.jpg

- W seniorskim boksie, w porównaniu do juniorskiego, trzeba mieć znacznie większa umiejętność korzystania z błędów rywala – mówi 18-letni Paweł Brach (-52kg), najmłodszy uczestnik zgrupowania seniorskiej reprezentacji Polski w COS-ie w Zakopanem.

W Centralnym Ośrodku Olimpijskim pod Tatrami odbywa się kolejny obóz Biało-Czerwonych, którzy przygotowują się do wznowienia sezonu w czasie pandemii koronawirusa. Najmłodszym zawodnikiem wśród podopiecznych selekcjonera Ivana Juszczenko jest Paweł Brach, ur. 11 listopada 2001 roku.

- Wiele już zyskałem na treningach z kadrą seniorów i sparingach z Jakubem Słomińskim i Jarosławem Iwanowem. Zdobywam doświadczenie, obserwuję starszych kolegów, i to w jaki sposób przygotowują się do zajęć i jak trenują, aby wzmacniać się pod każdym względem. Różnice z juniorskim boksem są ogromne. W juniorach niektóre błędy mogą być niezauważone przez przeciwnika, natomiast w seniorach trzeba potrafić boksować na błędach rywala – powiedział Paweł Brach.

Jest on wychowankiem Sławomira Żeromińskiego w Radomiaku Radom. Karierę w boksie zaczął od srebrnego medalu Mistrzostw Polski Młodzików, a potem zdobył złotym medal MP Kadetów i dwa złote krążki MP w Juniorach. Boksował też w ćwierćfinale ubiegłorocznych Mistrzostwa Europy Juniorów w Bułgarii. Obecnie po raz pierwszy przebywa na zgrupowaniu seniorskiej kadry narodowej.

- Zacznę od tego, że w okresie pandemii trenowałem regularnie, praktycznie codziennie, a to dzięki właścicielowi hotelu Prymus w Radomiu, który zapewnił mi świetne warunki do pracy. Potem wróciłem do zajęć w Radomiaku z trenerem Sławomirem Żeromińskim, któremu wszystko zawdzięczam w boksie. To człowiek na którym mogę polegać i serdecznie trenera pozdrawiam – dodał pięściarz.

Na obozie reprezentacji Biało-Czerwonych zawodnicy trenują nawet w… wolne dni.

- Niedzielę mamy wolną, ale postanowiliśmy wraz z chłopakami, że nie będziemy siedzieć bezczynnie w pokojach i wejdziemy na Giewont. Trener wiedział o dodatkowym treningu, zgodził się i myślę, że był z nas dumny – przyznał Paweł Brach.

W juniorach radomski bokser trenował m.in. na ciężkim zgrupowaniu na Ukrainie, a teraz przestawia się na boks seniorski, na inne podejście do pięściarstwa itd.

- Reprezentacja seniorów to pierwsza, najważniejsza reprezentacja Polski i wielu zawodników chciałoby się w niej znaleźć. Widzę w Zakopanem, że każdy pięściarz podchodzi poważnie i profesjonalnie do treningów. Co ważne, chętnie zostają po treningu żeby jeszcze dopracować poszczególne akcje – mówił Paweł Brach.

Adach.jpg

Przed 40 laty na igrzyskach w Moskwie polscy bokserzy zdobyli aż pięć medali. Jeden z brązowych krążków wywalczył debiutujący w turnieju olimpijskim Kazimierz Adach. - Sprawiłem największą niespodziankę na IO w Związku Radzieckim – mówi pięściarz ze Słupska.

W 1980 roku do Moskwy udało się 11 polskich pięściarzy, a jednym z debiutantów i najmłodszych zawodników w kadrze olimpijskiej był 23-letni wówczas Adach (kat. 60 kg). Jadąc na igrzyska nie miał na koncie żadnego tytułu mistrza Polski seniorów, ale przekonał do siebie trenerów ogromną pracowitością, niesamowitym zaangażowaniem i wytrwałością w dążeniu do celu.

- Moim głównym rywalem w walce o miejsce w reprezentacji w wadze lekkiej był Leszek Kosedowski, brązowy medalista olimpijski z Montrealu w kategorii piórkowej. Kilka miesięcy przed igrzyskami w Moskwie spotkaliśmy się w finale mistrzostw kraju. Leszek miał wtedy kontuzję i pojedynek przerwano już w drugiej rundzie. Kosedowski był lotny na nogach i jemu przyznano zwycięstwo na punkty. Żałowałem, że tak się skończyło, bo rozkręcałem się z rundy na rundę, lubiłem boks ofensywny i wiedziałem, że mam szansę wygrać na pełnym dystansie. Ale nie poddawałem się i dalej starałem się przekonać trenerów, aby na mnie postawili. Dobrze wypadłem na sparingach w Zakopanem z rywalami z NRD oraz Kosedowskim, miałem też dobre występy w turniejach. Na ostatnie zgrupowanie do Cetniewa Leszek już nie przyjechał, było pewne, że to ja jadę do ZSRR – wspominał Kazimierz Adach.

Na igrzyskach w Moskwie słupszczanin był pierwszym polskim pięściarzem, który wszedł na ring. W eliminacjach wagi 60 kg spotkał się z Bouną Sonskhamphona z Laosu. - W tamtych czasach nie było możliwości zdobycia jakichkolwiek informacji o przeciwnikach z tak egzotycznego państwa. Na moje szczęście był wyraźnie słabszy i w drugiej rundzie bój się skończył. Nie chciałem dać plamy, bowiem zaczynałem turniej bokserski. Później boksowałem z silnym fizycznie Tanzańczykiem Omari Golayala, raz był liczony i ostatecznie zwyciężyłem na punkty. To oznaczało awans do ćwierćfinału.

Do strefy medalowej nie udało się wejść m.in. mistrzowi świata Henrykowi Średnickiemu i Grzegorzowi Skrzeczowi. Kazimierz Adach w 1/4 finału trafił na Rumuna Floriana Livadaru. - Rumun walczył nie fair, chciał doprowadzić do sytuacji, w której odpadnę z zawodów wskutek kontuzji. A tymczasem sam doznał urazu łuku brwiowego i na 3 sekundy przed ostatnim gongiem sędzia przerwał walkę. Byłem trochę zaskoczony, bo i tak był już koniec, ale taka była decyzja. Cieszyłem się bardzo, miałem zapewniony medal, lecz byłem też zmartwiony, gdyż nasz lekarz odradzał mi rywalizację w półfinale z Angelem Herrerą. Byłem porozbijany, miałem pod jednym okiem rozcięcie, a drugie było spuchnięte, ale przecież boks nie należy do łatwych dyscyplin. Chciałem walczyć i dostałem zgodę.

Półfinałowy rywal – Kubańczyk Herrera, rówieśnik Adacha, był mistrzem igrzysk w Montrealu i mistrzem globu w wadze piórkowej. - Zdawałem sobie sprawę, że czeka mnie najtrudniejsza walka w życiu. Sam walczyłem jako mańkut, a Herrera też boksował z odwrotnej pozycji, co mi nie pasowało. Przegrałem, ale byłem szczęśliwy z brązowego krążka – dodał.

W półfinałach zwyciężył tylko Paweł Skrzecz (81 kg), późniejszy srebrny medalista, zaś porażki doznali też Krzysztof Kosedowski (57 kg, walkowerem), Kazimierz Szczerba (67 kg) i mistrz igrzysk 1976 Jerzy Rybicki (75 kg). - Z jednej strony pięciu Polaków było w półfinale, a z drugiej tylko jeden w finale. Ale nie ma co, wszyscy radowaliśmy się, bo to był kolejny ogromny sukces naszego pięściarstwa. Później udane były jeszcze igrzyska w Seulu (z brązowymi krążkami do Polski wrócili: Jan Dydak, Henryk Petrich, Andrzej Gołota, Janusz Zarenkiewicz - PAP). A wracając do Moskwy, w półfinale z powodu kontuzji nie mógł walczyć Krzysiek Kosedowski z rywalem z Kuby, niewiele brakowało, by to samo i mnie spotkało. Żałuję, że nie mam żadnych nagrać pojedynków sprzed 40 lat. W telewizji widziałem urywki, a chciałbym znów zobaczyć całe walki i znów przeżywać te emocje. Pamiętam też, że jeden z dziennikarzy przed zawodami w ZSRR negatywnie mnie oceniał na łamach swojego pisma, a potem przepraszał za niezasłużoną krytykę – opowiadał Kazimierz Adach.

Były zawodnik Czarnych Słupsk, wychowanek trenera Aleksego Antkiewicza (dwukrotny medalista IO), ma do dziś bardzo dobre wspomnienia z Moskwy. - Pewnego dnia jadąc autobusem z wioski olimpijskiej na arenę bokserską rozmawiałem z jednym z zawodników gospodarzy. Opowiadał, że organizatorzy bardzo mocno szykowali się do igrzysk. Niebezpiecznych ludzi wywożono poza stolicę, z kolei do Moskwy ściągano milicję z całego dawnego Związku Radzieckiego, aby strzegła porządku.

Kazimierz Adach nie poszedł za ciosem i ani w mistrzostwach kontynentu w 1981 roku w Tampere, ani w mistrzostwach globu w 1982 w Monachium nie stanął na podium. - Po starcie olimpijskim powinienem odpocząć przez rok od startów w reprezentacji i przygotować się do mistrzostw świata w Monachium. Niepotrzebnie pojechałem do Finlandii i później do Niemiec. Już przed igrzyskami bardzo ostro trenowałem, nie oszczędzałem się, ale jeszcze wtedy hamowali mnie specjaliści z AWF Wrocław. Analizując wyniki badań nie mieli wątpliwości, że ćwiczę za mocno, więc wysyłali mnie, abym odpoczywał. Po olimpiadzie czułem niesamowity syndrom przetrenowania, nie miał chęci do boksowania, byłem wolny, nie miałem refleksu itd. Powinienem wtedy zrobić rok przerwy i z wielkim animuszem wrócić na ring. Niestety, zabrakło takiej decyzji, stąd brak kolejnych międzynarodowych sukcesów – powiedział złoty medalista MP z 1982, 1983 i 1984 roku.

Opowiadając o swojej karierze, nie ukrywał: - Sukces ma wiele ojców, a porażka jest sierotą. Otóż za moim sukcesem stał profesjonalny wówczas klub z działaczami, władze Słupska i władze utworzonego województwa słupskiego. Z ich strony mieliśmy, jako zawodnicy, zabezpieczone najlepsze warunki treningowe i finansowe. To był sukces wspólny. A ja byłem jednym z ogniw w tej machinie.

Według oficjalnych danych, Adach stoczył 309 walk, 275 wygrał, 6 zremisował i 28 przegrał. Po zakończeniu kariery był trenerem Czarnych Słupsk. Ten zespół sięgnął po tytuł mistrza Polski w roku 1990. Od 2001 do 2015 roku medalista olimpijski z Moskwy kierował jako prezes klubem ze Słupska. Potem został prezesem honorowym, a obowiązki szefa przejął Marek Pałucki, w pierwszej połowie lat 80. trzykrotny mistrz Polski w wadze superciężkiej.

- Kiedy zbliżałem się do 60. roku życia postanowiłem, że więcej czasu będę poświęcał rodzinie, wnuczkom. Chciałem też coś zrobić dla siebie i zacząłem biegać maratony. Do tej pory przebiegłem trzy, a mój rekord to 3 godziny 23 minuty. Niedawno wróciłem do treningów po kontuzji kolan. Oba nadal skrzypią jak stare zawiasy, ale nie jest źle. Biegam co drugi dzień, aby po treningu móc spokojnie się zregenerować. Startuję w tzw. wirtualnym Pucharze Pomorza na 5 i 10 km, czasy z biegów są porównywalne z innymi uczestnikami i muszę przyznać, że idzie mi bardzo dobrze. Dystans 5 km przebiegłem w 22.19, zaś 10 km w 46.33. Mając 63 lata rywalizuję ze znacznie młodszymi biegaczami – dodał.

Kazimierz Adach nie zerwał z boksem, interesuje się wynikami SKB Energa Czarni Słupsk (w przeszłości sukcesy odnosił m.in. nieżyjący Jan Dydak) i reprezentacji Polski. - W kadrze biało-czerwonych podoba się walczący w wadze 63 kg Damian Durkacz z Concordii Knurów. Ten chłopak ma smykałkę do pięściarstwa. Dobrym bokserem jest też Mateusz Polski kat. 69 kg, ale stylowo to inny zawodnik niż Durkacz.

Dylak_2.jpg

Dwie nowe zawodniczki - Julia Kabzińska (51 kg) i Anna Jałocha (60 kg) – będą trenowały na zgrupowaniu juniorskiej reprezentacji Polski w COS-ie w Cetniewie (25 lipca – 5 sierpnia). W zgrupowaniu zabraknie 2-krotnej Mistrzyni Europy Kadetek Zofii Stachowiak (69 kg).

- Wśród powołanych są dwie nowe pięściarki – Julia Kabzińska z Ziętek Team Kalisz i Anna Jałocha ze Skorpiona Szczecin, które będą rywalizowały z pierwszym składem kadry narodowej. Zobaczymy jak spiszą się w bezpośrednich zmaganiach – mówi Tomasz Dylak, trener juniorskiej reprezentacji Biało-Czerwonych.

Niestety tym razem zabraknie jego podopiecznej z klubu Sporty Walki Gostyń Zofii Stachowiak, która w 2018 i 2019 roku zdobyła złote medale ME Kadetów w kategorii do 69 kg.

- Od bardzo długiego czasu Zosia trenuje bardzo ciężko, prawie bez żadnej przerwy i pojawiają się drobne kontuzje przeciążeniowe. Dlatego taka krótka przerwa i czas na „naprawę” swojego ciała powinna zadziałać na nią w korzystny sposób – powiedział selekcjoner drużyny narodowej.

Oprócz wspomnianych Julii Kabzińskiej i Anny Jałochy w Centralnym Ośrodku Sportu w Cetniewie trenować będą: 48 kg Natalia Kuczewska, 51 kg Alexas Kubicki, Julia Szeremeta, 54 kg Karolina Ampulska, Nicola Prymaczenko, 57 kg Izabela Rozkoszek, 60 kg Dagmara Kaliszan, Julia Kalecińska, 64 kg Wiktoria Tereszczak, Ines Cebulla, 69 kg Barbara Marcinkowska, 75 kg Daria Parada, 81 kg Martyna Jancelewicz, +81 kg Oliwia Toborek.

- Pierwszy, mniejszy szczyt formy w tym nowym sezonie popandemicznym na Międzynarodowe Mistrzostwa Śląska i Mistrzostwa Polski dziewczyny budują w systemie trójfazowym. Drugi zaś planujemy na Mistrzostwa Świata w kwietniu. Podczas tzw. coachingu internetowego przed zgrupowaniem zawodniczki realizowały fazę ekscentryczną. Teraz skupimy się na izometrii, tj. utrzymaniu napięcia mięśniowego podczas ruchów siłowych. Dzięki temu poprawimy ich koordynację wewnątrz- i międzymięśniową oraz będziemy rozwijać lepsze czucie mięśniowe. Faza izometryczna ma też na celu zmniejszenie ryzyka kontuzji i wzrost wytrzymałości siłowej. Bliżej startu te wszystkie cechy przekształcimy już podczas fazy koncentrycznej w dynamikę, szybkość oraz moc tak, aby ciosy dziewczyn były dotkliwie odczuwalne przez ich przeciwniczki – uważa trener Tomasz Dylak.

Szkoleniowiec uważa, że teraz jest dobry moment na poprawę mankamentów technicznych oraz budowanie wydolności tlenowej.

- Kiedy nadejdzie odpowiedni czas kadrowiczki będą gotowe na podkręcenie intensywności. Nad przygotowaniem motorycznym opiekę cały czas sprawuje trener Jakub Sawicki. Pod kątem czysto bokserskim razem z trenerem Adamem Spiechą będziemy się skupiać nad doskonaleniem atutów i eliminowaniem błędów reprezentantek Polski. Mocno zwracamy uwagę na tempo walki i ponowienia – przyznał selekcjoner.

Korzystając z naszej strony, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies . Zaktualizowaliśmy naszą politykę przetwarzania danych osobowych (RODO). Więcej o samym RODO dowiesz się tutaj.