S_Witorzak.jpg

 

- Bardzo dobrze zacząłem kwalifikacje olimpijskie, niestety pech mnie zatrzymał. Mimo kontuzji i porażki w Londynie, żałuję, że japońskie igrzyska zostały przełożone” – mówi Sebastian Wiktorzak, Mistrz Polski w wadze półciężkiej (81kg).

Dopiero w marcu zaczęły się kwalifikacje pięściarek i pięściarzy do igrzysk w Tokio. Po zaledwie trzech dniach zawody w brytyjskiej stolicy zostały przerwane, a powodem był rozprzestrzeniający się koronawirus. Z 13-osobowej grupy reprezentantów Polski, zwycięstwo odniosło sześcioro, a dwoje nie zdążyło wejść na ring. Bilans byłby zapewne jeszcze lepszy, ale Sebastian Wiktorzak doznał kontuzji w walce z Estończykiem Stivenem Aasem.

- Byłem w bardzo dobrej formie i strasznie mi szkoda, że pojedynek z estońskim rywalem zakończył się na początku drugiej rundy. Pierwszą wygrałem zdecydowanie na kartach wszystkich sędziów. W kolejnej czułem się coraz swobodniej, zszedł ze mnie cały stres, ale na nieszczęście lekarz zdecydował o zakończeniu walki z powodu rozcięcia na moim czole. Doszło do zderzenia głowami i niestety w takich pechowych okolicznościach odpadłem z londyńskiego turnieju kwalifikacyjnego - mówi bokser BKS Skorpion Szczecin.

Pod koniec poprzedniego roku Sebastian Wiktorzak został mistrzem kraju w Opolu, pokonując w finale najgroźniejszego przeciwnika Mateusza Goińskiego. Później bardzo dobrze spisywał się na zgrupowaniach na Ukrainie. Na drugim z nich, w pojedynkach kontrolnych, wygrał kolejno z bokserami z Armenii, Mołdawii i Ukrainy. Po tym wszystkim selekcjoner Ivan Juszczenko postanowił powołać szczecinianina na kwalifikacje europejskie.

- Bardzo ciężko pracowałem, aby już w Wielkiej Brytanii zapewnić sobie awans na olimpiadę. Byłem bardzo dobrze przygotowany fizycznie, kondycyjnie i mentalnie, a i na losowanie nie mogłem narzekać. W pierwszych trzech-czterech minutach pokazałem, że jestem lepszy od Estończyka, a później walczyłbym ze zwycięzcą pojedynku między Węgrem Peterem Tallosim i Szwedem Liridonem Nuhą. Dwa zwycięstwa były w moim zasięgu, a po nich już tylko jedna wygrana dzieliła mnie od wyjazdu do Tokio – przyznał.

Wydawałoby się, że paradoksalnie decyzja o przełożeniu igrzysk na 2021 rok z powodu pandemii koronawirusa może być korzystna dla mistrza Polski kategorii półciężkiej. Sebastian Wiktorzak jest jednak innego zdania.

- Wolałbym rywalizować o udział w tegorocznych igrzyskach, chociaż oczywiście rozumiem, iż zdrowie i bezpieczeństwo nas wszystkich jest najważniejsze. Po prostu nigdy nie wiadomo, co będzie jutro... Mam nadzieję, że wygram wewnętrzne zmagania z Mateuszem Goińskim i pojadę na światowe kwalifikacje do Paryża w jeszcze lepszej dyspozycji. Marzeniem jest start w Tokio – dodał.

Obecnie bokser BKS Skorpion, podobnie jak inni kadrowicze, przechodzi kwarantannę. Podkreślił, że z jego zdrowiem wszystko jest w porządku. - Jestem w kontakcie telefonicznym z kolegami z reprezentacji i klubu, więc jest raźniej znosić trudy domowej izolacji. Na razie pozostaje tylko walka z cieniem, brzuszki, pompki, nie za wiele. Nie mogę się doczekać normalnych treningów pięściarskich – powiedział Indywidualny i Drużynowy mistrz Polski.

olimpiada-tokyo-2020-logo.png

Organizatorzy Igrzysk w Tokio, w porozumieniu z japońskim rządem i Międzynarodowym Komitetem Olimpijskim, ogłosili dzisiaj nową datę zawodów. Odbędą się one od 23 lipca do 8 sierpnia 2021 roku.

Pierwotnie Letnie Igrzyska Olimpijskie miały zostać rozegrane w dniach 24 lipca – 9 sierpnia 2020 roku, a zmiana nastąpiła z powodu rozprzestrzeniającego się na całym świecie koronawirusa. Poniedziałkowa decyzja oznacza, że Olimpiada w Japonii odbędzie się niemal równo z rocznym opóźnieniem.

Jeśli zachowany zostanie zapowiadany harmonogram w poszczególnych dyscyplinach sportu, turniej bokserski przeprowadzony zostanie w Tokio od soboty 24 lipca do 8 sierpnia 2021 roku.

Rywalizacja pięściarek w 5 kategoriach i pięściarzy w 8 wagach odbywać się będzie niemal przez cały czas trwania Igrzysk Olimpijskich. Według pierwotnego planu, w 1 dniu zawodów w Kokugikan Arena miały się odbywać walki eliminacyjne w kobiecej wadze -57kg oraz męskich -69kg, -81kg i -91kg.

Japonia w przygotowania do tej imprezy zainwestowała już ok. 13 miliardów dolarów. Szacuje się, że w wyniku przełożenia będzie musiała wyłożyć kolejne trzy miliardy, by przeprowadzić zawody.

W marcu zaplanowane były europejskie kwalifikacje kobiet i mężczyzn w Londynie, ale zostały przerwane po 3 dniach. Z Polaków zwycięstwa odnieśli: Sandra Drabik -51kg, Sandra Kruk -57kg, Aneta Rygielska -60kg, Karolina Koszewska -69kg, Damian Durkacz -63kg i Mateusz Masternak -91kg.

90847497_516112905997549_8964368625389535232_n.jpg

- Z dobrym sztabem trenerskim jestem w stanie przenosić góry – mówi Elżbieta Wójcik (75kg), medalistka ubiegłorocznych Mistrzostw i Igrzysk Europy. Z powodu koronawirusa nie stoczyła ani jednej walki w turnieju kwalifikacyjnym w Londynie.

2 tygodnie temu biało-czerwoni w 13-osobowym składzie (pięć zawodniczek i ośmiu zawodników) przystąpili do europejskich kwalifikacji olimpijskich. Świetnie spisywały się zwłaszcza podopieczne trenerki, byłej mistrzyni świata Karoliny Michalczuk. Kolejno wygrywały Sandra Drabik (51kg), Sandra Kruk (57kg), Aneta Rygielska (60kg) i Karolina Koszewska (69kg). Po 3 dniach zawody przerwano, dlatego do ringu nie zdążyła wejść Elżbieta Wójcik.

- Nie mam co żałować, bo losowanie zostało "zamrożone', więc do walki z Azerką Anjur Rzaevą dojdzie, lecz w późniejszym terminie. Ciężko powiedzieć, czy opadły emocje, bo jednak nie stoczyłem tego pierwszego pojedynku, dlatego i emocje zostawiam na później. A co do przesunięcia igrzysk na 2021 rok, myślę, że to bardzo korzystna zmiana dla mnie, choć nie ukrywam, że na turniej w Anglii zdążyłam wypracować taką formę, która w mojej ocenie dałaby mi bilet do Tokio – stwierdziła zawodniczka Klubu Bokserskiego Karlino.

W 2019 roku Elżbieta Wójcik w odstępie kilku tygodni zdobyła brązowy medal Igrzysk Europy w Białorusi i srebro Mistrzostw Europy w Hiszpanii. Niedługo później pojechała na MŚ do Rosji, gdzie doznała kontuzji lewego kolana i straciła szansę na kolejny krążek z wielkiej imprezy seniorskiej.

- Dość szybko wznowiłam treningi, chyba to był miesiąc po zabiegu. Wspólna praca z trenerami Karoliną Michalczuk i Władysławem Maciejewskim na zgrupowaniach kadry i w ich klubie w Lublinie zaowocowała satysfakcjonującą mnie dyspozycją. Z dobrym sztabem jestem w stanie przenosić góry. W szybkim czasie zrobiłam formę i dlatego nie miałam żadnych obaw przed wyjazdem do Londynu – przyznała.

Ze względu na koronawirusa nie odbywają się treningi w klubach i reprezentacji, nie ma zgrupowań, turniejów itd.

- Wraz z chłopakiem przebywamy w Koszalinie, gdzie przechodzimy kwarantannę. Moja koleżanka Hanna Solecka niedawno otworzyła w tym mieście swój klub bokserski Sicarios i dostarczyła mi potrzebny sprzęt do trenowania. Dzięki niej mam spore możliwość wykonywania rozmaitych ćwiczeń w warunkach domowych. Poza tym jestem w kontakcie z trenerami Michalczuk i Maciejewskim i realizuję nakreślony przez nich plan. Dlatego jestem spokojna o formę. Wierzę, że kiedy znów dojdzie do europejskich kwalifikacjach będę zwyciężała i w komplecie z dziewczynami wywalczymy awans na igrzyska w 2021 roku - mówi Elżbieta Wójcik.

Masternak_-nieb.jpeg

- Chciałbym, żeby Mateusz Masternak dotrwał, bo wiem, że stać go na przerwanie serii bez olimpijskiego medalu bokserów - mówi Henryk Petrich, brązowy medalista Igrzysk Olimpijskich w Seulu o wrocławianinie, który w barwach RUSHH Kielce wygrał pierwszą walkę w kwalifikacjach w Londynie.

MKOl o przeniesieniu Igrzysk w Tokio na przyszły rok poinformował we wtorek, a decyzja ta była podyktowana pandemią koronawirusa. Henryk Petrich przyznał, że w obecnej sytuacji była to właściwa decyzja, ponieważ – jak zaznaczył - najważniejsze jest zdrowie, zarówno uczestników imprezy, jak i kibiców.

Henryk Petrich zwrócił uwagę, że wiele pytań pozostaje jeszcze bez odpowiedzi, np. co będzie z kwalifikacjami olimpijskimi. Niedawny turniej w Londynie przerwano bowiem po trzech dniach zmagań. W stolicy Anglii jedno zwycięstwo od wyjazdu do Japonii dzieliło Sandrę Drabik i Karolinę Koszewską oraz Damiana Durkacza. W kadrze kobiet wszystkie 4 zawodniczki wygrały pierwsze pojedynki, a na walkę czekała jeszcze Elżbieta Wójcik.

- Najbardziej śledziłem poczynania Mateusza Masternaka, który wygrał swoją pierwszą walkę. Nie ukrywam, że bardzo na niego liczę, ale przecież też nie jest już najmłodszy i w przyszłym roku będzie miał 33 lata. Mimo to, cały czas upatruję w nim kandydata do medalu, choć trzeba pamiętać, że to turniej, a nie jedna walka, jak w boksie zawodowym. Ale znam trochę Mateusza, wiem, że stać go na wiele i może przerwie naszą coraz dłuższą serię bez medalu na igrzyskach – podkreślił wychowanek łódzkiego Widzewa, brązowy medalista igrzysk w Seulu (1988) i mistrzostw świata z Reno (1986).

Dodał, że bardzo czeka na olimpijski krążek reprezentanta Polski. Zła passa biało-czerwonych trwa już bowiem 28 lat, a ostatni raz na podium w 1992 roku w Barcelonie stanął Wojciech Bartnik. Zdaniem Henryka Petricha wpływ na słabą kondycją boksu amatorskiego w kraju ma kilka czynników.

- Chodzi nie tylko o talent i zaangażowanie. Większe znaczenie ma brak pieniędzy, ligi i turniejów. Nasi chłopcy w kadrze mają przez to niewielkie doświadczenie ringowe. Seniorzy często mają na swoim koncie tylko 50 walk, przy 20-latku z Rosji, który stoczył ich 180. To wielka różnica. Kiedyś była liga, oprócz niej międzynarodowe turnieje, gdzie bokserzy nabierali doświadczenia – zaznaczył wielokrotny mistrz Polski.

Oprócz Henryka Petricha w wadze półciężkiej, brązowe medale IO w 1988 roku zdobyli Jan Dydak w półśredniej, Andrzej Gołota w ciężkiej i Janusz Zarenkiewicz w superciężkiej.

DAMIAN-DURKACZ.jpg

- Byłem w bardzo dobrej formie i blisko zdobycia olimpijskiej kwalifikacji, ale czas jeszcze bardziej będzie pracować na moją korzyść – mówi Mistrz Polski kategorii 63kg Damian Durkacz, którego jedno zwycięstwo dzieliło od wyjazdu do Tokio.

Wczoraj Międzynarodowy Komitet Olimpijski podał, że w porozumieniu z japońskim rządem i organizatorami podjął decyzję o przesunięciu Igrzysk w Tokio z 2020 roku (24 lipca – 9 sierpnia) na 2021 rok. Według najnowszych informacji zawody mogą odbyć się wiosną przyszłego roku.

- Liczyłem się z przełożeniem Igrzysk Olimpijskich i myślę, że to słuszna decyzja z uwagi na zdrowie sportowców. Dodatkowo kolejny rok przygotowań wyjdzie mi tylko na plus – powiedział 21-letni Damian Durkacz, przebywający na domowej kwarantannie po powrocie z turnieju kwalifikacyjnego w Londynie.

Pięściarz Concordii Knurów miał w ubiegłym tygodniu stoczyć jak dotąd najważniejszą walkę w karierze z Węgrem Milanem Fodorem. Stawką był awans do ćwierćfinału wagi 63kg i jednocześnie, co najbardziej istotne, zapewnienie sobie prawa udziału w Igrzyskach w Tokio. Dzień przed pojedynkiem zawody przerwano z powodu zagrożenia koronawirusem.

- Wtedy pomyślałem, że raczej Igrzyska odbędą się w przyszłym roku. Żalu nie czułem, bo wydaje mi się, że wyjdzie mi to na plus. Nabiorę większego doświadczenie bokserskiego. Jestem młodym chłopakiem, organizm mężczyzny rozwija się do 23. roku życia. Przemyślałem tę sytuację i doszedłem do wniosku, że będę za rok lepiej przygotowany. Czas jeszcze bardziej będzie pracować na moją korzyść – dodał.

Z pewnością w walce Damiana Durkacza z Milanem Fodorem nie było zdecydowanego faworyta i to Polak, jako pierwszy z kadry Biało-Czerwonych, mógłby cieszyć się z olimpijskiego biletu.

- O rywalu mogę powiedzieć, że jest w moim zasięgu, odpowiednia taktyka oraz przygotowanie i wygrana jak najbardziej po mojej stronie. Szkoda, że nie doszło do tego pojedynku, bowiem w Londynie czułem się świetnie fizycznie i psychicznie. Ale tak musiało być najwyraźniej – przyznał Mistrz Polski z turnieju w Opolu.

Po powrocie z Wielkiej Brytanii cała polska ekipa została poddana domowej kwarantannie.

- Potrwa to do 1 kwietnia. Trochę ciężko jest, ale robię sobie dwa treningi dziennie. Jeden, żeby się spocić, drugi – siłowy. Trzeba ćwiczyć i jakoś to będzie. Zdrowia należy pilnować – powiedział Damian Durkacz, który pierwszą walkę w angielskim turnieju wygrał walkowerem z urodzonym w Afganistanie, a startującym w barwach Reprezentacji Uchodźców Faridem Walizadehem.

- Warunki w domu do treningu każdy ma takie jakie ma, czyli raczej niespecjalne, ale dobrze wiemy jakie mieli je gladiatorzy, którzy potem niesamowitym sercem wykazywali się we wspaniałych bojach – dodał reprezentant Polski.

Drabik.jpg

- Kluczem do zdobycia olimpijskiej kwalifikacji jest dla mnie wygranie dwóch walk. Pierwszy już zrobiłam, a został mi jeszcze jeden równie ważny krok – mówi nasza utytułowana pięściarka Sandra Drabik (-51kg), która tydzień temu zakończyła boksowanie w przerwanym turnieju kwalifikacyjnym w Londynie.

Z powodu pandemii koronawirusa organizatorom udało się przeprowadzić tylko część pojedynków – rozgrywane były od 14 do 16 marca. Niestety zawody nie weszły w decydującą fazę, a wszystko po to, aby nie ryzykować zdrowia zawodniczek i zawodników, trenerów, działaczy, sędziów, kibiców itd.

- Pierwszą walkę wygrałam z doświadczoną i agresywnie boksującą Ukrainką Tatyaną Kob. Był to mocny i dobry pojedynek. Kluczem do zdobycia olimpijskiej kwalifikacji jest dla mnie wygranie dwóch walk. Pierwszy już zrobiłam, a został mi jeszcze jeden równie ważny krok. Na tym poziomie i w takich zawodach nie ma łatwych walk – przyznała kielczanka Sandra Drabik.

Srebrna medalistka Mistrzostw Europy 2011 i Igrzysk Europy 2015 oraz brązowa medalistka ME 2016 i IE 2019 wygrała jednogłośnie w 1/8 finału 5:0 z Kob, uczestniczkę Igrzysk w Rio de Janeiro, która też stawała na podium Mistrzostw Europy. W ćwierćfinale Sandra Drabik miała się spotkać z Brytyjką Charley Sian-Davidson, ale dziś wiadomo, że do tego boju dojdzie najwcześniej w maju.

- Walka z Brytyjką na pewno będzie najważniejszą w tym turnieju, bo to właśnie zwycięstwo da mi przepustkę na IO. Nigdy wcześniej z nią nie boksowałam, w ogóle jej nie znałam. Jak się okazało, miała bardzo długą przerwę sportową, bowiem urodziła trójkę dzieci, które teraz mają 7, 5 i 3 lata. Dlatego nie mogłam jej znać – dodała Sandra Drabik.

Reprezentantki Polski pod wodzą Karoliny Michalczuk bardzo dobrze rozpoczęły europejskie kwalifikacje w Londynie. Pierwsze walki wygrały także Sandra Kruk (57kg), Aneta Rygielska (60kg) i Karolina Koszewska (69kg), a na pierwszy pojedynek czekała jeszcze Elżbieta Wójcik (75kg). Dla Sandry Drabik i Karoliny Koszewskiej drugie zwycięstwa oznaczałyby wyjazd do Tokio, bez względu na to w jakim terminie odbędą się Igrzyska.

- Przed przyjazdem do stolicy Anglii, przebywałyśmy na zgrupowaniu w Sheffield. W tym kraju nie odczuwało się takiej atmosfery dotyczącej koronawirusa jak w Polsce. Tam ludzie do tamtego momentu żyli w miarę normalnie, wszystko było otwarte itd. Na ulicach było widać ludzi poruszających się w maseczkach ochronnych, ale to były pojedyncze osoby. Anglicy dbali o to, aby w miejscach publicznych, takich jak hotele, obiekty sportowe, sklepy były płyny dezynfekujące i każdy mógł z nich na bieżąco korzystać – powiedziała reprezentantka Polski.

Na razie nie wiadomo, kiedy kwalifikacje zostaną wznowione. Na razie są zawieszone. - Oczywiście chciałabym mieć kwalifikacje za sobą, każdy z nas, zawodników, trenerów ciężko pracował, aby być w dobrej formie w tym właśnie czasie, a to nie jest takie proste. Każda zmiana dla sportowca nie jest łatwa. Tak naprawdę nie wiem czego się spodziewać, bo napływają różne informacje z różnych źródeł i są niejasne. Trzeba czekać – dodała Sandra Drabik.

Igrzyska_Tokyo.png

Polski Komitet Olimpijski (PKOl) zaapelował do międzynarodowych władz o zmianę terminu zaplanowanych na 24 lipca - 9 sierpnia igrzysk w Tokio i prosi o jak najszybsze podjęcie decyzji. MKOl daje sobie na to 4 tygodnie.

- Polski Komitet Olimpijski apeluje do Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego o zmianę terminu i jak najszybszą decyzję w sprawie igrzysk Tokio 2020. W związku ze zmieniającą się sytuacją - wprowadzeniem stanu epidemii w Polsce i rosnącą liczbą zakażeń wirusem COVID 19 - polscy sportowcy mają coraz bardziej ograniczone możliwości treningowe, odwoływane są kwalifikacje olimpijskie i panuje zbyt duża niepewność. To nie służy właściwemu przygotowaniu się do igrzysk olimpijskich – najważniejszej imprezy sportowej na świecie - napisano w oświadczeniu.

Pojawiło się ono po tym, jak MKOl zapowiedział podjęcie decyzji w ciągu czterech najbliższych tygodni.

- Najważniejsze jest zdrowie i bezpieczeństwo zawodników oraz jasne zasady rywalizacji. Sytuacja zmienia się z dnia na dzień. Nie można dłużej czekać z podjęciem decyzji, czy igrzyska się odbędą w zakładanym, czy innym terminie. Ta niepewność zbyt mocno odbija się na naszych sportowcach, odbiera im spokój i zaburza przygotowania. Nam – jako Polskiemu Komitetowi Olimpijskiemu - zależy przede wszystkim na dobru naszej reprezentacji, jej odpowiednim przygotowaniu i wynikach sportowych. Udział w igrzyskach to najważniejsze wydarzenie w życiu każdego sportowca, nie może być zatem niczym obciążone. Nasz głos to głos całego środowiska sportowego w Polsce – podkreślił prezes PKOl Andrzej Kraśnicki.

Od kilku dni, a nawet tygodni świat domaga się przełożenia igrzysk. Większość głosów opowiada się za rozegraniem ich w przyszłym roku.

- W środę podczas wideokonferencji zorganizowanej przez MKOl Narodowe Komitety Olimpijskie z Europy przedstawiły sytuację w swoich krajach i poparły dalsze przygotowania do igrzysk w Tokio. PKOl już wtedy pytał Międzynarodowy Komitet Olimpijski o inne alternatywne rozwiązania oraz apelował o szybkie decyzje w kwestii organizacji igrzysk i kwalifikacji olimpijskich - podano w komunikacie.

Boxing_-_road_to_tokyo.jpg

Bokserowi Concordii Knurów Damianowi Durkaczowi (63 kg) zabrakło podczas kwalifikacji w Londynie jednej wygranej do awansu na igrzyska w Tokio. „Szkoda, bo jest w świetnej formie” - mówi jego trener klubowy Ireneusz Przywara, który był na zawodach w sztabie selekcjonera Ivana Juszczenko.

Damian Durkacz miał w pojedynku o ćwierćfinał rywalizować z Węgrem Milanem Fodorem, ale zawody przerwano z powodu pandemii koronawirusa. W kategorii 63 kg awans na igrzyska olimpijskie w Tokio wywalczy ośmiu zawodników.

- Wszystko szło dobrze, zgodnie z planem. W przeddzień walki Damiana, po porannej serii pojedynków, organizatorzy poprosili, by z każdej ekipy pozostał jeden przedstawiciel i ogłosili przerwanie turnieju – zaznaczył Irenuesz Przywara.

Były trener reprezentacji dodał, że rywalizacja została w pewien sposób „zamrożona”. - Tyle, że nie wiadomo, kiedy zostanie dokończona. W efekcie musieliśmy wracać do kraju, co nie było takie proste, bowiem trzeba było szukać samolotu. Ostatecznie się udało.

Podkreślił, że reakcje poszczególnych ekip i zawodników na decyzję organizatorów były różne, w zależności od wyników losowanie.

Damian Durkacz swój pierwszy pojedynek wygrał walkowerem z urodzonym w Afganistanie, a startującym w barwach Reprezentacji Uchodźców Faridem Walizadehem.

- Zawodnicy w Europie przecież doskonale się znają. Każdy wiedział, na czym stoi, jakie ma szanse w kolejnych walkach. Tym niemniej rozczarowanie z przerwania zawodów było widoczne. Mnie było szkoda, bo Damian prezentuje w tym roku wysoką formę, boksuje bardzo dobrze i stawiałem na niego – ocenił szkoleniowiec.

Ireneusz Przywara, jak i reszta ekipy selekcjonera Ivana Juszczenko, został poddany domowej dwutygodniowej kwarantannie.

- Siedzę w domu, w czwartek sprawdzali mnie policjanci. Zadzwonili, że zaraz podjadą pod dom i mam się im pokazać w oknie. Wyszedłem więc pomachać na balkon. Nie wiem, czy można to brać "na wesoło", bo z chorobą nie ma żartów. Tyle, że dla trenera 14 dni w domu – będzie ciężko – mówi Ireneusz Przywara.

Po jednym zwycięstwie w turnieju kwalifikacyjnym w Londynie mieli Damian Durkacz (63kg) i Mateusz Masternak (91kg), a w środę do rywalizacji miał przystąpić Adam Kulik (+91kg).

 
 

Korzystając z naszej strony, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies . Zaktualizowaliśmy naszą politykę przetwarzania danych osobowych (RODO). Więcej o samym RODO dowiesz się tutaj.