Koszewska_-_miniaturka.jpg

Minęło właśnie 15 lat od Mistrzostw Europy w norweskim Tonsbergu, gdzie złote medale zdobyły Karolina Michalczuk (54kg) i Karolina Koszewska (70kg). -  Wspomnienia są miłe, ale patrzymy w przyszłość – mówi aktualna Mistrzyni Igrzysk Europejskich Karolina Koszewska, która do Igrzysk Olimpijskich przygotowuje się pod okiem trenerki reprezentacji… Karoliny Michalczuk.

- Bardzo dobrze wspominam turniej z maja 2005 roku w Skandynawii. Zaczęłam od walki z najtrudniejszą rywalką Rosjanką Olgą Slavinskayą, która kilka miesięcy później została Mistrzynią Świata. Wygrałam z nią na punkty i później poszło już łatwiej. W półfinale pokonałam Turczynkę Nurcan Carkci i w finale zwyciężyłam miejscową zawodniczkę, Norweżkę Siren Siraas – powiedziała Karolina Koszewska, dziś zawodniczka Żoliborskiej Szkoły Bokserskiej Warszawa.

Karolina Michalczuk, która była wtedy Wicemistrzynią Europy z 2003 roku, też wygrała z trzema przeciwniczkami, w tym jedną przed czasem. W finale pokonała na punkty Turczynkę Sedą Aygun.

- Jadąc do Norwegii miałam już w dorobku srebro i brąz Mistrzostw Europy. Do zawodów w Tonsbergu byłyśmy bardzo dobrze przygotowane, a efektem medale w tych zawodach. Poza tym należałyśmy do czołówki światowej, więc zaliczane byłyśmy do faworytek. Wracając do finału, dobrze mi się boksowało z Siraas, bowiem lubiłam walczyć z zawodniczkami technicznymi. Trzy pojedynki o złoto przegrały Turczynki, które już wtedy były dobre, ale w obecnych czasach są jeszcze lepsze – wspomina Karolina Koszewska.

Oprócz Karoliny Michalczuk, Mistrzyni i Wicemistrzyni Świata oraz 2-krotnej brązowej medalistki MŚ, oraz Karoliny Koszewskiej, na podium ME 2005 stanęły Ewa Piwowarska – srebro w wadze 80kg i Paulina Szmidt – brąz w wadze 86kg.

Po 14 latach Karolina Koszewska wygrała inny ważny turniej kontynentalny – Igrzyska Europejskie na Białorusi. Niedawno trenowała pod okiem swej byłej koleżanki klubowej, a dziś trenerki reprezentacji Karoliny Michalczuk w jej rodzinnej miejscowości Piaski w powiecie świdnickim na Lubelszczyźnie.

- Polski sport wraca po przerwie spowodowanej koronawirusem, dlatego mam nadzieję, że w czerwcu już jako cała reprezentacja będziemy mogły trenować w Centralnym Ośrodku Sportu – powiedziała najbardziej doświadczona zawodniczka w kadrze narodowej Polski.

Winiarski2.jpg

- Mamy nadzieję, że sytuacja związana z koronawirusem będzie się stabilizować i uda się bezpiecznie przeprowadzić zgrupowanie w dniach 1-14 lipca w Centralnym Ośrodku Sportu „Cetniewo” we Władysławowie – mówi Tomasz Winiarski, trener reprezentacji Polski Kadetek.

Pandemia koronawirusa pokrzyżowała plany wszystkim kadrom narodowym w boksie olimpijskim. Zawody przekładane są wrzesień, październik, listopad czy grudzień, co oznacza, że 2 połowa roku będzie bardzo pracowita.

- W lutym zorganizowaliśmy zgrupowanie w COS w Szczyrku, gdzie zawodniczki, w tym kilka nowych kadrowiczek, bardzo mocno popracowały. Ale cóż z tego, skoro z powodu koronawirusa nie pojechaliśmy na międzynarodowy turniej na Węgry, który miał być pierwszym tegorocznym testem, a potem w ogóle zostały wstrzymane treningi – powiedział Tomasz Winiarski.

W poprzednim sezonie kadrowiczki z reprezentacji prowadzonej przez Tomasza Winiarskiego i Krzysztofa Góreckiego zdobyły 4 medale Mistrzostw Europy. Po raz 2 z rzędu złoto wywalczyła Zofia Stachowiak (70kg), srebro zdobyła Barbara Marcinkowska (75kg), a brąz Julia Szeremeta (50kg) i Nikola Prymaczenko (54kg). Wszystkie wymienione pięściarki są juniorkami, a sztab szkoleniowy rozpoczął budowę nowej reprezentacji złożonej z bokserek urodzonych w 2004 i 2005 r.

- Jestem w kontakcie z grupą ok. 15 zawodniczek, które kandydują do występów w reprezentacji kadetek. To zdolne i pracowite dziewczyny, które bardzo dobrze radziły sobie w najtrudniejszym okresie pandemii, kiedy możliwe były tylko treningi indywidualne w miejscu zamieszkania. Niektóre miały dostęp do worków, co było dodatkowym atutem – dodał główny trener kadry Biało-Czerwonych.

Tomasz Winiarski ma nadzieję, że już wkrótce uda się wrócić do wspólnej pracy. - Mamy nadzieję, że sytuacja związana z koronawirusem będzie się stabilizować i uda się bezpiecznie przeprowadzić zgrupowanie w dniach 1-14 lipca w Centralnym Ośrodku Sportu „Cetniewo” we Władysławowie. Chcemy odpowiednio przygotować się m.in. do Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży w Kraśniku i Mistrzostw Europy w Tbilisi. Wierzymy, że jesienią uda się przeprowadzić najważniejsze krajowe i międzynarodowe zawody.

- Rozpoczyna się odmrażanie sportu, wraca liga piłkarska i z tego należy się cieszyć. Jeśli nic złego się nie wydarzy i będzie pozwolenie od Ministerstwa Sportu, wracamy niebawem do treningów reprezentacyjnych i szykujemy się do ciekawej jesieni 2020 roku. Na początek, na przełomie sierpnia i września, zaplanowane są Międzynarodowe Mistrzostwa Śląska w Gliwicach – przyznał Tomasz Winiarski, na co dzień trener Wisły Kraków.

bereznicki.jpg

19-letni Mateusz Bereźnicki we wrześniu 2019 roku był bardzo bliski zdobycia medalu Mistrzostw Europy Juniorów. – Teraz jestem już seniorem i chcę wywalczyć złoto w wadze 91kg podczas Mistrzostw Polski Seniorów – mówi zawodnik BKS Skorpion Szczecin, na co dzień trenujący w angielskim Gosport koło Portsmouth, położonym ponad 100 km od Londynu.

W ubiegłym roku Mateusz Bereźnicki startował w juniorskich turniejach krajowych – w marcowych MP w Kaliszu zdobył srebro w wadze 81kg po finałowej porażce 1:4 z broniącym Damianem Zawieruszyńskim (BSB Astoria Bydgoszcz). W październiku wygrał Puchar Polski w Poznaniu w wyższej kategorii 91kg. W między czasie pojechał na Mistrzostwa Europy do Sofii, gdzie pokonał Albańczyka Geliana Rojku i w walce o medal po kontrowersyjnym werdykcie przegrał 2:3 z Ukraińcem Maksymem Drachem.

- Dwaj sędziowie punktowali 30-27 dla mnie, a trzej pozostali 29-28 dla rywala. Bardzo mnie zabolało, że nie wchodzę do finału i nie dostanę szansy boksowania o złoto. W zawodach w Bułgarii udowodniłem, że potrafię boksować i nie było żadnej osoby, która twierdziła, że przegrałem z Maksymem Drachem. Dla mnie to była wielka strata, gdyż miałem szansę na tytuł mistrzowski. A Drach oddał półfinał walkowerem – powiedział Mateusz Bereźnicki.

W 2019 roku stoczył prawie 20 walk, zdobywając medale w turniejach międzynarodowych – złoto w Czechach, srebro na Litwie i brąz w Serbii.

- Dziękuję Polskiemu Związkowi Bokserskiemu i BKS Skorpion Szczecin za zaufanie i wiarę we mnie. W serbskiej Suboticy wygrałem z mistrzem Włoch Matteo Nori i następnie przegrałem 2:3 z Rosjaninem Daniilem Bridovem, ale ten wynik mógł pójść w moją stronę. Po tym pojedynku wiedziałem, że mam duże szanse w ME, ponieważ Rosjanin wcześniej pokonał wielu bardzo dobrych zawodników jak Kazach Sagyndyk Togambayev, który był Wicemistrzem Świata Juniorów w 81kg, oraz Francuza Wilfrieda Florentina, Mistrza Europy Juniorów 2019. Natomiast w Kownie wygrałem z rywalem z Rosji, ale nie boksował najlepiej. W półfinale przegrałem niesłusznie 2:3 z zawodnikiem gospodarzy Arasem Dudenasem. Nawet trenerzy z Litwy mówili, że powinienem wygrać, więc przynajmniej przyznano mi puchar dla najlepszego technika – dodał reprezentant Polski, którego trenerem w kadrze był Krzysztof Miałki.

Mateusz Bereźnicki toczył także bardzo dobre pojedynki w Anglii, gdzie zdobywał tytuły w otwartych mistrzostwach kraju. – W bardzo popularnym turnieju Haringey Box Cup, w którym kiedyś zwyciężył Anthony Joshua, pokonałem 5-krotnego mistrza Anglii. Bardzo zależy mi na występach w ojczyźnie i chciałbym zdobyć złoto podczas Mistrzostw Polski Seniorów. Wiem, że mam takie umiejętności, poza tym determinację, by sięgnął po trofeum. Bardzo ciekawi mnie rywalizacja z Mateuszem Masternakiem i Michałem Soczyńskim. Wierzę, że mogę ich pokonać – przyznał.

Miaki.jpg

- W maju planowane były Mistrzostwa Europy w Budvie, a w listopadzie Mistrzostwa Świata w Kielcach. Koronawirus wszystkim pokrzyżował plany mistrzowskie. Mam nadzieję, że władze AIBA zgodzą się na MŚ z udziałem kończącego wiek juniora rocznika 2002 – mówi Krzysztof Miałki, trener reprezentacji Polski Juniorów.

MŚ w Kielcach, o które bardzo zabiegał prezes Polskiego Związku Bokserskiego Grzegorz Nowaczek, mogą się odbyć prawdopodobnie dopiero wiosną 2021 roku. Powodem jest koronawirus.

- Mam nadzieję, że AIBA – mimo że to będzie już nowy sezon - dopuści do udziału w zawodach trzy roczniki, w tym kończących w tym roku wieku juniora bokserów urodzonych w 2002 roku. To byłoby sprawiedliwe i z duchem sportu. W naszej kadrze nie brakuje chłopaków, którzy pomagali innym kolegom w przygotowaniach do ubiegłorocznych ME i mieli uzasadnione nadzieje, że w tym sezonie powalczą w ME i MŚ. Tymczasem wirus sprawił, że od wielu tygodni nie ma zgrupowań, turniejów itd. Uważam, że ci pięściarze powinni dostać swoją szansę i dla nich końcem wieku juniora mogłyby być Mistrzostwa Świata w Kielcach – powiedział trener Krzysztof Miałki.

Zdaniem doświadczonego szkoleniowca decyzja AIBA przychylna zawodnikom z 2002 rocznika podziałałby bardzo motywująco na przyszłych seniorów i zostaliby w boksie olimpijskim. A tak być może część z nich zniechęci się do sportu wyczynowego.

- Mamy w kadrze juniorskich pięściarzy z aspiracjami do medali w wielkich imprezach międzynarodowych. Zresztą już na turniejach zagranicznych pokazali, że mogą dobrze boksować. Trenerzy z innych państw pytali mnie i chwalili niektórych chłopaków. Poza tym chcą do nas przyjeżdżać na wspólne zgrupowania i nas zapraszają do siebie. Bardzo potrzebujemy sukcesów w młodzieżowym boksie mężczyzn. Dlatego nie odbierajmy chęci i nadziei tym chłopakom – dodał trener kadry Biało-Czerwonych.

Reprezentacja juniorów tuż przed wprowadzeniem pandemii koronawirusa uczestniczyła w XV International “Danas Pozniakas” Youth Boxing Tournament - Memoriale Danasa Pozniakasa w Wilnie.

- To był czas, kiedy już było głośno o koronawirusie. Na szczęście udało się przeprowadzić finały w małej sali i bez kibiców. Szczęśliwie wróciliśmy też do domów, to było chyba dzień przed wprowadzeniem obowiązkowej kwarantanny dla osób wracających z zagranicy. Sportowo byłem zadowolony z tego turnieju, Jakub Straszewski (91kg) zdobył srebrny medal, a brązowe wywalczyli Oliwier Zamojski (64kg), Igor Terlecki (75kg) oraz Jakub Domurad (+91kg) – mówił Krzysztof Miałki.

Polacy stoczyli na Litwie kilka bardzo trudnych pojedynków z reprezentantami Indii. – Okazało się, że ten ogromny azjatycki kraj ma bardzo dobrych juniorów. Początkowo byłem zły na naszego utalentowanego zawodnika Beniamina Zarzecznego za porażkę z Hindusem, ale jak potem zobaczyliśmy jak dalej boksuje w Memoriale, to już wiedzieliśmy, że przegrał z bardzo mocnym bokserem. Na pewno jaka cała reprezentacja pokazaliśmy się z niezłej strony, chociaż oczywiście tą perspektywiczną grupę czeka wiele pracy i wiele do poprawienia – powiedział trener.

Adamek.jpg

- Liczę, że Damian Durkacz z mojego dawnego klubu Concordii Knurów przełamie złą serię Polaków w olimpijskich turniejach bokserskich - mówi Tomasz Adamek, który zdobył brązowy medal Mistrzostw Europy w 1998 roku w boksie olimpijskim, a potem był zawodowym Mistrzem Świata.

W połowie marca w Londynie rozpoczęły się europejskie kwalifikacje do igrzysk w Tokio. Z powodu rozprzestrzeniającego się koronawirusa bardzo szybko zostały przerwane i jeszcze nie wiadomo, kiedy zostaną dokończone. Japońską olimpiadę przełożono na 2021 rok.
 
- Rozmawiałem z jednym z moich trenerów z lat 90. Ireneuszem Przywarą, który opowiadał o Damianie Durkaczu. To dobry chłopak, który ma talent i papiery do boksu. Mam nadzieję, że jemu i innym naszym pięściarzom uda się zakwalifikować na igrzyska. Liczę też, że to może właśnie Durkacz przełamie złą serię Polaków w olimpijskich turniejach – stwierdził mieszkający w Stanach Zjednoczonych Tomasz Adamek.
 
Były zawodowy mistrz świata kategorii półciężkiej i junior ciężkiej uważa, że medal wielkiej imprezy wcale nie musi być “przepustką” do kariery profesjonalnej.
 
- W moim przypadku tak faktycznie było, ale to nie jest regułą. Najważniejsze są chęci do ciężkiej pracy i dobry codzienny trening w mocnej grupie. Podczas mistrzostw Europy w Mińsku w 1998 roku wygrałem dwie walki, a w półfinale zmierzyłem się z mistrzem świata Aleksandrem Lebziakiem. To był świetny bokser, późniejszy mistrz olimpijski. Przegrałem wtedy z dużo lepszym od siebie rywalem i zrozumiałem, że trzeba dalej się rozwijać, zasuwać na treningach, bo innej drogi nie ma. Potem jeszcze wyjechałem do Ameryki i zacząłem odnosić wielkie sukcesy – powiedział Tomasz Adamek.
 
Pochodzący z Gilowic w powiecie żywieckim Tomasz “Góral” Adamek to jeden z najwybitniejszych współczesnych polskich pięściarzy. Szerszej publiczności dał się poznać ćwierć wieku temu, kiedy w Płońsku – jako zawodnik KS Jastrzębie - wygrał mistrzostwa Polski w wadze 75 kg. Ten sukces powtórzył w 1996 roku w Świdnicy. W sezonie 1997 we Włocławku przegrał finał kategorii 81 kg z późniejszym kolegą klubowym z Concordii Józefem Gilewskim. Amatorskie boksowanie w MP zakończył w 1998 roku brązowym medalem; półfinał oddał walkowerem.
 
- Mnie się na Igrzyska nie udało pojechać, ale jak mówiłem trzymam kciuki za obecne pokolenie. Może Durkacz, który ma smykałkę do tego sportu, dołączy do listy polskich medalistów w boksie, którą od 1992 roku zamyka Wojtek Bartnik. Daj Boże, aby tak się stało. Z Wojtkiem mam kontakt do dziś, tak jak z Józkiem Gilewskim, Mariuszem Cendrowskim, Maćkiem Zeganem, Darkiem Snarskim i innymi kolegami. Szkoda, że Gilewski, którego uważam za bardzo porządnego człowieka, nie spróbował sił na ringach profesjonalnych – przyznał.
 
Tomasz Adamek zwrócił uwagę także na byłego mistrza Europy zawodowców Mateusza Masternaka, który wygrał pierwszy pojedynek w olimpijskich kwalifikacjach w Londynie. - Mateuszowi też życzę powodzenia, chociaż z pewnością będzie mu ciężko w wieku 33 lat. Boks amatorski to zaledwie trzy rundy po trzy minuty. W takich walkach trzeba bazować na szybkości, to dobre dla młodych zawodników. Ale z pewnością ma duże umiejętności i doświadczenie, dobrą technikę, więc może się uda.
Buczynski.jpg

- Młodzi ludzie garną się do boksu, chcą się go uczyć, trenować. Najważniejsze jest, by mieli możliwość startów. Jestem optymistą, wierzę, że w naszym boksie olimpijskim będzie jeszcze dobrze – mówi Ludwik Buczyński, były trener kadry narodowej, który współpracuje z Polskim Związkiem Bokserskim.

Europejskie kwalifikacje w Londynie zostały przerwane. Wciąż nie wiadomo, kiedy turniej zostanie dokończony. Biało-Czerwoni walczą o awans na Igrzyska i pierwszy medal olimpijski od 1992 roku - w Barcelonie brąz zdobył Wojciech Bartnik.

- Trzeba być dobrej myśli. Jestem optymistą, liczę, że przyjdzie dzień, kiedy ta nasza młodzież ruszy, odniesie sukcesy. Zobaczymy, co będzie za rok na Igrzyskach. Liczę na to, że z dobrej strony pokaże się młody Damian Durkacz, że po powrocie do amatorstwa kadrę wesprze Mateusz Masternak – powiedział Ludwik Buczyński.

Zaznaczył, że sukcesy na dużych imprezach ułatwiają podpisanie dobrych kontraktów zawodowych. - Aby odnieść sukces w boksie trzeba mieć serce do walki i dużo startów, sparingów. Kiedy byłem selekcjonerem, zawodnicy cały czas byli w rytmie meczowym. Kończył się jeden turniej, za miesiąc był kolejny. W ich trakcie poza walkami były też sparingi z bokserami, którzy przegrali walki w zawodach – przyznał Ludwik Buczyński, który do boksu trafił w wieku 14 lat - został zawodnikiem Pogoni Szczecin.

Prowadził reprezentację seniorów w latach 2001-2008, pracował w pięciu klubach ligowych, kiedy rozgrywki ligowe przyciągały tłumy do hal. Obecnie współpracuje z PZB, dzieląc się swym doświadczeniem z innymi trenerami oraz zawodnikami.

Podkreślił, że z racji sporej liczby zawodników trenujących w klubach  planowane były mecze zespołów z poszczególnych regionów. Na przeszkodzie stanęła jednak pandemia koronawirusa.

- Ostatnio ćwiczyliśmy w grupach na dworze, w poniedziałek weszliśmy po przerwie do sali. Najmłodsi chłopcy mają po 10 lat. Chcą się na razie nauczyć boksu, odpowiedniej pozycji, techniki. Co przyniesie przyszłość – zobaczymy.  Chciałbym, żeby jak najwięcej startowali – powiedział trener Górnika Sosnowiec.

Jego zdaniem młodzi zawodnicy muszą mieć perspektywę rywalizacji także po wejściu w dorosłość. - Kiedyś w lidze kibiców przychodziło na mecze mnóstwo. Mówiło się, że jak wygramy – szczególnie u siebie – to kopalnia będzie fedrowała. Było ustalanie składu na każdy mecz w sztabie trenerów. Pokonaliśmy na przykład w Sosnowcu Legię Warszawa, w której wtedy boksował Andrzej Gołota – wspominał.

Występował też w Stali Stocznia Szczecin. Jako junior wystąpił w meczu reprezentacji z Węgrami (1969). Po zakończeniu kariery zawodniczej trenował szczecińską Stal w drugiej, a potem pierwszej lidze. W połowie lat 80-ych przeniósł się na południe kraju, szkoląc bokserów Górnika Knurów, Carbo Gliwice, Górnika Sosnowiec, Walki Makoszowy Zabrze. Podczas jego pracy z kadrą Aleksy Kuziemski wywalczył brązowy medal MŚ, inni podopieczni zdobyli cztery medale mistrzostw Europy oraz 24 mistrzostw Unii Europejskiej. Pięciu pięściarzy walczyło w igrzyskach olimpijskich.

Karolina_Michalczuk__kadra.jpg

Nie ma jeszcze sprecyzowanych terminów i szczegółowych planów dalszego toku przygotowań do kwalifikacji olimpijskich pięściarek, ale trenerka kadry narodowej Karolina Michalczuk cały czas utrzymuje kontakt ze swoimi podopiecznymi, a z niektórymi pracuje nawet bezpośrednio.

- Do mojej rodzinnej miejscowości Piaski na Lubelszczyźnie kilka dni temu przyjechały Karolina Koszewska (z dziećmi), Elżbieta Wójcik, Agata Kaczmarska oraz Aleksandra Smuklerz i dzięki temu mają one możliwość odbywania indywidualnych treningów ze mną bądź trenerem Władysławem Maciejewskim, który cały czas mnie bardzo wspiera. Karolina i Ela wchodzące w skład Suzuki Team swój przyjazd zawdzięczają sponsorowi, za co dziękujemy. Fizycznie dziewczyny są w dobrej dyspozycji i widać, że w tym ostatnim okresie nie próżnowały, mając świadomość ciągłej pracy nad sobą. Chciałabym, jeśli będzie taka możliwość, już w połowie czerwca rozpocząć zgrupowanie w zakopiańskim Centralnym Ośrodku Sportu, by ćwiczyć w normalnych warunkach na pełnych obrotach - mówi Karolina Michalczuk.

W połowie marca w Copper Box w Londynie rozpoczął się europejski turniej kwalifikacyjny, w którym pięć polskich pięściarek walczyło o prawo startu w Tokio. Po pierwszych walkach grupa zadaniowa ds. boksu Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (BTF) z powodu pandemii koronawirusa zdecydowała o zawieszeniu zarówno europejskich, jak i równolegle rozgrywanych amerykańskich kwalifikacji. Do tego momentu swoje pierwsze i to zdecydowanie wygrane walki zdążyły stoczyć cztery zawodniczki. Sandra Drabik w kat. 51 kg pokonała utytułowaną Ukrainkę Tetianę Kob 5:0, Sandra Kruk (57 kg) w takim samym stosunku wygrała z Greczynką Pleą Foteini, Aneta Rygielska (60 kg) z Rumunką Cristiną-Paulą Cosma, a Karolina Koszewska nie dała szans Norweżce Madeleine Angelsen.

Po odbytych walkach wiadomo, że Sandrze Drabik i Karolinie Koszewskiej brakuje po jednym zwycięstwie, by zakwalifikować się do olimpijskich zmagań. Drabik w ćwierćfinale zmierzy się z Brytyjką Charley-Sian Davison, a Koszewska z Niemką Nadine Apetz. W przypadku ewentualnej porażki pozostaną jeszcze szanse w barażach, bo z kategorii 51 kg awansuje sześć, a z 69 kg pięć najlepszych zawodniczek.

 
Po dwie wygrane od wywalczenia olimpijskich "paszportów" dzielą pozostałe zawodniczki. Przeciwniczką Kruk w pierwszej walce będzie mająca w swoim dorobku tytuły mistrzyni świata i Europy Bułgarka Stanimira Patrowa, Rygielskiej mistrzyni świata sprzed dwóch lat Kellie Harrington z Irlandii, natomiast Elżbieta Wójcik (kat. 75 kg), która nie miała okazji zaprezentowania się w Londynie, zmierzy się z Anjur Rzajewą z Azerbejdżanu. Nie wiadomo jeszcze, kiedy europejski turniej kwalifikacyjny będzie dokończony.
Kadeci_-_kadra.jpg

- Żałuję, że w 2001 roku nie zostałem mistrzem świata. Może to uda się moim synom albo podopiecznym z reprezentacji kadetów – mówi 8-krotny z rzędu Mistrz Polski Seniorów Krzysztof Szot, wychowanek jedynego polskiego Mistrza Świata amatorów Henryka Średnickiego.

Krzysztof Szot pochodzi z miejscowości Postęp w gminie Koziegłowy (województwo śląskie), a pięściarstwa uczył się w LKS Myszków pod okiem Henryka Średnickiego. Jego wyuczony zawód to rzeźnik, stąd łączenie sportu z pracą w masarni.

- Życie nigdy mnie nie rozpieszczało, w wieku 16 lat nie miałem już rodziców. Najpierw zmarł ojciec, który w naszej miejscowości został uderzony butelką w głowę, przyjechał zakrwawiony do domu, położył się spać i już się nie obudził. Mama pracowała po 12 godzin dziennie u prywaciarza przy butach, ale i tak ledwo wiązaliśmy koniec z końcem. Dwa dni przed wigilią została śmiertelnie potrącona przez samochód. Nas, troje dzieci, wzięła do siebie kochana babcia i wychowała na dobrych ludzi. Dziś jestem szczęściarzem, mam dom, a w nim kochaną żonę i dzieciaki, wszyscy są zdrowi, a ja pracuję jako trener reprezentacji Polski kadetów – stwierdził.

Od 2000 do 2007 roku był nieprzerwanie mistrzem kraju seniorów, zdobywając pięć tytułów w kategorii piórkowej (57 kg) i trzy w lekkiej (60 kg).

- W tym czasie nie przegrałem z nikim z rodaków, a za rywali w finałowych walkach miałem dobrych zawodników, jak brązowi medaliści mistrzostw Europy Andrzej Liczik i Marcin Łęgowski. Wygrywałem z wieloma świetnymi rodakami, na czele z byłym wicemistrzem świata i kontynentu Robertem Cibą. Zwyciężałem także cztery razy w mocno obsadzonym turnieju im. Feliksa Stamma – przyznał Krzysztof Szot.

Nigdy nie powiodło mu się w mistrzowskich imprezach międzynarodowych, nie zakwalifikował się także na igrzyska, chociaż miał na koncie zwycięstwo m.in. nad dwukrotnym mistrzem olimpijskim (2004, 2008) Rosjaninem Alesiejem Tiszczenko podczas Memoriału Stamma.

- Żałuję, że w 2001 roku nie zostałem mistrzem świata, bo wtedy moja kariera na ringach olimpijskich inaczej by się potoczyła. A tak mówiło się, że jestem dobrym bokserem, więc może powiedzie się za rok, może za dwa… Wtedy w Belfaście wygrałem z mistrzem Europy juniorów Ukraińcem Jewgienijem Kibaliukiem i Grekiem Borisem Georgadisem, a o medal przegrałem z najsłabszym z przeciwników Szwedem Majidem Jelilim. Po każdym poprzednim pojedynku zbijałem po 3 kg do limitu 57 kg i w końcu organizm poczuł się chyba zbytnio eksploatowany. Mnie się nie udało, ale może wielkie sukcesy osiągną moim synowie albo podopieczni z reprezentacji kadetów – ocenił pięściarz, który ma na koncie 3 medale Mistrzostw Unii Europejskiej.

Od ponad roku prowadzi kadrę narodową, początkowo miał zawodników z roczników 2003 i 2004, a od tego sezonu zostali ci drudzy i urodzeni w 2005 roku. W opinii ekspertów, bardzo dobrze zapowiadającym się bokserem jest 16-letni Oliwier. Z kolei Oskar ma dopiero 13 lat.

- Obiektywnie patrząc, ja miałem takie umiejętności jak Oliwier kilka lat później. Już teraz nie miałbym szans z nim w walce sparingowej. Cieszy mnie, że jest uznawany za najlepszego obecnie polskiego kadeta bez podziału na kategorie wagowe. Szkoda byłoby, gdyby w tym roku z powodu koronawirusa nie odbyły się mistrzostwa Europt w jego grupie wiekowej. A co do oceny Oskara, na razie się wstrzymam, jest młodszy o trzy lata od Oliwiera, czasem ciężko go zaciągnąć na trening, a jak już przyjdzie to daje z siebie wszystko i też widać, że ma talent. Poza tym, co istotne, oni mają lepsze warunki, jak mówiłem ja jako dzieciak straciłem rodziców i brakowało perspektyw na dorosłe życie – podkreślił.

W reprezentacji Biało-Czerwonych z Krzysztofem Szotem współpracuje m.in. Ludwik Buczyński, który był jego szkoleniowcem w seniorskiej kadrze narodowej na początku tego stulecia.

- Chciałbym wraz z całym Polskim Związkiem Bokserskim dźwignąć nasz ukochany sport. Marzy mi się złoty medal na olimpiadzie któregoś z chłopaków mających dziś po 15-17 lat. Naszemu pięściarstwu potrzebne jest taki idol, jakim był i jest Adam Małysz w skokach narciarskich – podsumował trener.

Korzystając z naszej strony, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies . Zaktualizowaliśmy naszą politykę przetwarzania danych osobowych (RODO). Więcej o samym RODO dowiesz się tutaj.